Notowania

internet
28.09.2010 06:21

Kampania polityczna w sieci to czarny PR, a nie budowanie wizerunku

Politycy w Polsce działają w systemie kampanijnym. Raz na jakiś czas trzeba się skomunikować ze społeczeństwem, bo przecież społeczeństwo wybiera prezydenta. A potem ma pozwolić spokojnie rządzić i głowy nie zawracać - mówi w wywiadzie dla Interaktywnie.com, Sebastian Łuczak, specjalista PR.

Podziel się
Dodaj komentarz

Politycy w Polsce działają w systemie kampanijnym. Raz na jakiś czas trzeba się skomunikować ze społeczeństwem, bo przecież społeczeństwo wybiera prezydenta. A potem ma pozwolić spokojnie rządzić i głowy nie zawracać - mówi w wywiadzie dla Interaktywnie.com, Sebastian Łuczak, specjalista PR.

*Podczas kampanii prezydenckiej w sieci funkcjonowało więcej filmików przeciwko Kaczyńskiemu, niż Komorowskiemu. To znaczy że PO wie, jak wykorzystywać internet, ale chyba nie bardzo potrafi budować sobie swój wizerunek. *

Sztaby skupiały się przede wszystkim na atakowaniu przeciwnika. Ilość negatywnych materiałów, które pojawiały się w kierunku obu stron świadczy o tym, że politycy wykorzystali umiejętnie fakt, że ciężko wytropić autora filmiku w sieci. Łatwo można zaatakować przeciwnika. Chociaż akurat w przypadku Jarosława Kaczyńskiego można wiązać też z niespecjalnie dużą atencją tego kandydata.

Czyli jednak czarny PR, a nie sukcesywne budowanie wizerunku w sieci.

Tak, taką tezę ze sporym prawdopodobieństwem można postawić. Jest więcej walki z przeciwnikiem, niż walki na rzecz swojego kandydata.

Jak to wpływa na wizerunek polityków?

To jest niekorzystne dla ich wizerunku, bo przede wszystkim nic nie mówi o danym kandydacie, tylko negatywnie o kontrkandydacie. Taka taktyka jest też mało sensowna z punktu widzenia nawet najprostszej analizy. Kandydat powinien sobie zadać pytanie: o kogo tak naprawdę gra? Gra przede wszystkim o tych internautów, którzy jeszcze nie podjęli decyzji, na kogo zagłosować. Nie walczymy o elektorat przeciwnika, tylko o ludzi, którzy nie wiedzą co zrobić! Taka walka przynosi najwięcej korzyści. Efektywniejsze jest skłonienie wyborców do głosowania "na mnie", a nie do niegłosowania na przeciwnika. Bo wtedy nie zyskujemy pewności, że internauta zagłosuje akurat na nas, a nie na jeszcze innego kandydata. A po drugie, może w ogóle nie zagłosować. Internet służy politykom dawaniu upustu własnej frustracji. Łatwo kopnąć kandydata, to go kopnijmy. A z takich negatywnych, viralowych filmików najwięcej satysfakcji ma jego twórca. Nie ma to wiele wspólnego z czystą strategią wyborczą.

Po wyborach politycy pozostawili po sobie puste konta. Bronisław Komorowski na Blipie i Twitterze wciąż funkcjonuje jako kandydat, a nie jako prezydent. Na Śledziku ukrył swoje wpisy, konto nie funkcjonuje. Dlaczego politycy nie zatrudniają specjalistów od social media na stałe?

Politycy w Polsce działają w systemie kampanijnym. Raz na jakiś czas trzeba się skomunikować ze społeczeństwem, bo przecież społeczeństwo wybiera prezydenta. A potem ma pozwolić spokojnie rządzić i - że tak powiem - głowy nie zawracać.

Internauci się na to nabierają?

Myślę, że będą coraz mniej się na to nabierać. Mamy nauczkę. Kandydaci byli fajni, dostępni, rozmawiali - do dnia wyborów. Potem do widzenia. Masz do mnie wyborco taką samą drogę jak przedtem, czyli żadną. To bardzo ewidentny pokaz tego, że politycy uprawiają komunikację zrywami, która absolutnie nie wynika z chęci dialogu z wyborcami czy utrzymywania z nimi kontaktu. To próba poderwania ich na moment wyborów i tyle.

Przenieśmy to na biznes. Gdyby w podobny sposób postąpiła jakakolwiek firma, to jasne byłoby, że to głupota. Proszę sobie wyobrazić, że na przykład duża firma telekomunikacyjna otwiera sobie konto na Blipie, a po dwóch miesiącach nagle stwierdza, że jej się jednak nie chce. Nikt nie ma wątpliwości, że byłoby to olewanie ludzi, z którymi prowadziło się komunikację.

Czyli można stwierdzić, że Bronisław Komorowski zostawiając puste konta, "olewa" swoich wyborców?

Na pewno mnóstwo energii Komorowskiego nastawiona była na to, żeby zostać wybranym, a nie żeby budować długotrwałą relację z wyborcami.

Myśli Pan, że samorządowcy w najbliższych wyborach wykorzystają tę naukę, przykłady z kampanii prezydenckiej i nieco lepiej zaistnieją w sieci? Nie powielą błędów kandydatów na prezydenta?

Chciałbym być takim optymistą... Nie mam jednak nadziei, że politycy na szczeblu lokalnym będą brali sobie do serca potyczki, które dzieją się w "dużej" polityce. Jedyne, co zwraca uwagę to fakt, że wybory samorządowe mają nieco inny charakter. Tu ważny jest kontakt z ludźmi. Walka jest troszeczkę inna, nie trudniejsza, kandydatów jest więcej.

Dlaczego politycy lokalni nie dbają o swój wizerunek w sieci, o swoje strony internetowe?

Mają mniejsze sztaby, koncentrują się na działaniach, które dobrze znają. Znają "tradycyjne" kampanie, takie, jakie dotychczas prowadzili. I tego się trzymają. Takich ludzi, którzy dobrze wyczuwają możliwości internetu jest niewiele. I to są też najczęściej ludzie młodzi.

Są jednak pozytywne przykłady.

Tak, taką osobą jest Rafał Trzaskowski, poseł Parlamentu Europejskiego. To bardzo dobry przykład, że jeżeli chęć bycia w kontakcie z wyborcami wynika z wewnętrznej potrzeby, a nie przymusu, to działa. Trzaskowski po wyborach nie przestał się komunikować w sieci, nawet zrobił sobie jeszcze fajniejszą stronę, niż miał. Wielu polityków ładuje się w działania w internecie nie będąc do końca przekonanym, że warto. Nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi, szybko z tych działań rezygnują.

Sebastian Łuczak
Właściciel agencji public relations ŁUCZAK PR. Doświadczony konsultant i doradca, trener i wykładowca. Ponad 14 lat praktyki i różnorodnych doświadczeń w wielu obszarach PR. Wcześniej prezes zarządu agencji Eskadra Publica, przez 5 lat rzecznik prasowy Banku Pekao SA (oraz szef zespołu odpowiedzialnego za serwis www), lider projektu w Biurze PR banku i ekspert w Departamencie Marketingu Korporacyjnego, a także rzecznik Pomorskiego Banku Kredytowego. Ma za sobą również ponad kilka lat pracy dziennikarskiej (m.in, Wprost, Sztandar Młodych, Morze i Ziemia, WWW, Obserwator Codzienny). Wykłada na kilku wyższych uczelniach; m.in. Akademii Ekonomicznej w Krakowie, Uniwersytecie Warszawskim, Politechnice Gdańskiej i Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie. Były Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Public Relations. Założyciel i członek Rady Programowej portalu InternetPR.pl. Zasiadał w pierwszym składzie Rady Etyki Public Relations. Wybrany Osobowością Polskiego Public Relations. Prywatnie szczęśliwy mąż i tata.
Człowiek zadowolony ze swojego życia. Miłośnik starego polskiego punk rocka i Kubusia Puchatka.

Tagi: internet, wybory, serwis, prezydent, media, strona, komorowski, pracy, e-marketing, strategie
Źródło:
interaktywnie.com
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz