Notowania

internet
10.06.2009 12:10

Przegląd prasy - mikrobloger to inżynier Mamoń

Jak szeptać, by nie szemrać, elitarne serwisy społecznościowe dla wybranych oraz związek mikroblogów z kultowym "Rejsem".

Podziel się
Dodaj komentarz

Marketingowe szepty, czyli jak szeptać, by nie szemrać, elitarne serwisy społecznościowe dla wybranych oraz związek mikroblogów z kultowym "Rejsem".

**

"Szeptanka - wolna amerykanka"**, Marketing & More, nr 6 (25)
Czerwcowy "Marketing & More" opublikował tekst Adama Bodziaka i Krzysztofa Ratnicyna na temat marketingu szeptanego. Opisują oni kilka modelowych przykładów "szeptanek".

Jak zaznacza w tekście Piotr Waglowski, specjalista od prawa internetowego, WoM - tak jak wszystkie inne działania marketingowe - podlega prawnym zasadom ochrony konkurencji i konsumentów. W tekście zwrócono uwagę na fakt, że mimo istnienia ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, to wiele agencji - co nie jest żadną nowością - stosuje nieetyczne metody prowadzenia kampanii szeptanych. Autorzy piszą, że cena "anonimowego" komentarza na forum, np. polecającego jakiś produkt, waha się w granicach od 0,1 do 1 zł. Pocieszeniem może być to, że branża, w obliczu oskarżeń o "ściemnianie", przygotowuje kodeks marketingu szeptanego.

Konkluzją tekstu jest stwierdzenie, że problem z "szeptanką" jest taki, iż ten rodzaj komunikacji staje się często współczesnym wujkiem "dobra rada", który nie odkrywa wszystkich kart. Zamiast marketingowych newsów o produkcie tworzą się wieści rodem z Radia Erewań.

Warto zaznaczyć, że w publikacjach na temat marketingu szeptanego, również i w omawianym powyżej artykule, bardzo często pojęcia WoM oraz WoMM "zlewają" się w jedno. Dobrze mieć świadomość, że nie do końca powinny one być stosowane zamiennie. WoM (Word of Mouth) to niczym nieskrępowana komunikacja nieformalna, prywatne rozmowy, nad którymi nikt nie ma żadnej kontroli - jednym słowem "szeptanka". Natomiast WoMM to właśnie budzący tyle emocji marketing szeptany. Jego zadaniem jest prowokowanie do rozmów o produktach, kierowanie na pożądane przez siebie tory dyskusji oraz dostarczanie materiału - tzw. "contentu", na temat którego będą mogły być prowadzone rozmowy.

"Internet dla elity", Marketing & More, nr 6 (25)
Drugi ciekawy tekst w najnowszym numerze magazynu porusza kwestię tzw. elitarnych miejsc w internecie. Magdalena Żelasko opisuje przykład serwisu AsmallWorld, który ma podobne funkcje jak serwisu społecznościowe, jednakże nie każdy może skorzystać z jego "dobrodziejstw". Przywilej zapraszania kolejnych uczestników ma zaledwie co piąta osoba, a liczba zaproszeń jest ściśle limitowana. Jak nietrudno zgadnąć, ekskluzywność przyciąga jak magnes. Wśród użytkowników portalu nie brakuje gwiazd - takich jak Naomi Campbell, Paris Hilton, Ivanka Trump, Keira Chaplin, Quentin Tarantino, Tiger Woods czy James Blunt. W ramach serwisu uruchomiono wirtualną giełdę, na której można znaleźć luksusowe limuzyny, pałace czy nawet - jak pisze autorka - bezludne wyspy. Jednak w zamian za darmowy dostęp, użytkownicy muszą liczyć się z wykorzystywaniem ich danych w celach reklamowych. O względy użytkowników portalu zaciekle rywalizują m.in. Rolex, Volkswagen i Mercedes Benz.

Innym przykładem przywołanym w artykule jest portal Nobilitas openNC. W niedalekiej przyszłości planowana jest także polska wersja językowa. W obrębie tej społeczności funkcjonuje nawet odrębna grupa dla tych, którzy wykazać się mogą arystokratycznym pochodzeniem. Jej członkowie, po pomyślnym przejściu przez procedurę weryfikacyjną, liczyć mogą na nawiązanie biznesowych i prywatnych kontaktów - oczywiście, wyłącznie pośród samych swoich.

"Nadal trudno załatwić w gminie sprawę przez Internet", Rzeczpospolita, 10 czerwca 2009 r.
Dzisiejsza Rzeczpospolita analizuje gminy oraz powiaty i stwierdza, że w blisko 80% z nich pracownicy korzystają z nowych technologii podczas codziennej pracy. Urzędnicy są też regularnie szkoleni w zakresie posługiwania się narzędziami informatycznymi, a przede wszystkim wykorzystania podpisu elektronicznego, obsługi systemów elektronicznego obiegu dokumentów czy sposobów zabezpieczania danych. Optymistyczną wizję psuje fakt, że mimo istniejących założeń i projektów nadal wielu spraw urzędowych nie można załatwić w całości drogą elektroniczną. Portal Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej (e-PUAP), który miał to zapewnić, oraz elektroniczna skrzynka podawcza zostały wprawdzie oddane do użytku, ale wciąż istnieją problemy z ich prawidłowym działaniem.

Nieprawidłowości w świadczeniu usług drogą elektroniczną wykazała również Najwyższa Izba Kontroli. Dotyczyły one przede wszystkim błędów w udostępnianiu informacji publicznych przez internetowe strony Biuletynu Informacji Publicznej. Główne niedociągnięcia, które przywołują autorzy tekstu, polegały na niezamieszczaniu na BIP albo zamieszczaniu nieaktualnych lub niekompletnych informacji np. o organach i osobach sprawujących w nich funkcje, o kompetencjach tych organów, o sposobach przyjmowania i załatwiania spraw, stanie przyjmowanych spraw, kolejności ich załatwienia lub rozstrzygania, a także dokumentacji przebiegu i efektów przeprowadzonych kontroli. Jak zaznacza Rzeczpospolita, są to informacje, które zgodnie z treścią art. 6 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej powinny być obligatoryjnie w Biuletynie Informacji Publicznej publikowane i na bieżąco aktualizowane.

"Świergot zdechłej wrony", Polityka, nr 24 (2709)
Temat mikroblogów dotarł i do mediów ogólnospołecznych. Polityka opisuje to wciąż nowe w polskim internecie zjawisko, przywołując m.in. - co jest tradycją wśród tekstów o mikroblogach - przykład kampanii prezydenckiej Baracka Obamy. Tekst nie odkryje nieznanych lądów przed czytelnikiem Interaktywnie.com, warto jednak przywołać dwa ciekawe cytaty. Na łamach artykułu Jan Zając z Uniwersytetu Warszawskiego, autor pracy doktorskiej o blogach, komentując pojawiające się na Blipie wpisy, stwierdził: - Nudzi mi się, pójdę z tym do ludzi. Tak to działa. Inżynier Mamoń w "Rejsie" rozmawiał o niczym z kolegą na statku. Teraz rozmawialiby o niczym na mikroblogu. Z kolei Michał Prysłopski, szef wydań internetowych "Rzeczpospolitej", "Parkietu" i "Życia Warszawy" zauważył, że komunikację twitterową opisał już Jan Christian Andersen w bajce o głupim Jasiu: - Jaś jedzie drogą i krzyczy "Patrzcie! Jadę! Znalazłem zdechłą wronę!". Po czym dodaje: - Mam stary but! Ale błoto! Prysłopski podsumowuje sprawę stwierdzeniem, iż nie
widzi realnych korzyści dla użytkowników takich serwisów poza daniem upustu egocentryzmowi. Jego zdaniem to tylko przelotna moda. Autor artykułu pisze jednak zaraz, że może się on mylić. Głupi Jaś w bajce zdobył rękę królewny.

Tagi: internet, polityka, nowe, praca, media, system, serwis, prawo, e-marketing, strategie
Źródło:
interaktywnie.com
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz