Notowania

polska
09.04.2010 10:00

Witajcie w branży

Na barcampy, czyli nieoficjalne spotkania branży interaktywnej, przychodzą zarówno ci, którzy w branży już są, jak i ci, którzy aspirują do tego, aby w niej być. To jedyna okazja, żeby spotkać się i w luźnej atmosferze porozmawiać np. z dyrektorem kreatywnym w agencji interaktywnej.

Podziel się
Dodaj komentarz

Na barcampy, czyli nieoficjalne spotkania branży interaktywnej, przychodzą zarówno ci, którzy w branży już są, jak i ci, którzy aspirują do tego, aby w niej być. To jedyna okazja, żeby spotkać się i w luźnej atmosferze porozmawiać np. z dyrektorem kreatywnym w agencji interaktywnej.

- Chodzę na barcampy przede wszystkim po to, aby spotkać się ze znajomymi z branży. Część oficjalna to trochę pretekst. To okazja do poznania nowych ludzi i dyskusji na temat bieżących wydarzeń w branży – przyznaje Szymon Szymczyk, PR & marketing manager w Empathy Internet Software House. - Kto zmienił pracę? Kto pracy szuka? Jak pracuje się w agencji „X”, a dla kogo pracuje teraz agencja „Y”? Z wartością merytoryczną prezentacji bywa różnie, ale i tak chętnie w nich uczestniczę. Sam często występuję na konferencjach i dlatego zwracam uwagę na tzw. „presentation skills” prelegentów, czyli to, jak przygotowują prezentacje. Zdarzają się prelekcje, o których dyskutuje się jeszcze długo po barcampie – opowiada Szymczyk.

Kierunek: barcamp

Czego student nie dowie się z wykładu, usłyszy na barcampie. Dodatkowo może uprawiać tzw. networking, poszerzając siatkę swoich kontaktów, które - w pewnym momencie życia zawodowego - mogą mu się po prostu przydać. - To coś, czego moim zdaniem bardzo brakuje w obecnej edukacji w Polsce – uważa Maciej Młynek, organizator krakowskich spotkań „Witajcie w Realu”.

O tym, że barcamp może się studentowi tylko przysłużyć, przekonany jest organizator 3camp, trójmiejskich spotkań branży - Mirek Wąsowicz. – Student pozna ludzi, z którymi może zrobić projekty lub którzy mogą go zatrudnić – mówi i dodaje: – A najodważniejsi mogą przedstawić swój projekt i otrzymać szybkie i uczciwe opinie od praktyków.

Marcin Jaśkiewicz, organizator barcampu Krakspot przyznaje, że zawsze zastanawiało go, dlaczego spora część uczestników, zwłaszcza studentów, opuszcza spotkania po części oficjalnej, przed rozmowami kuluarowymi. - W kuluarach jest szansa, żeby poznać branżowych wyjadaczy i porozmawiać z nimi w bardzo luźnej atmosferze. To doświadczenie bezcenne – mówi Jaśkiewicz.

| Mirek Wąsowicz o początkach 3camp: Jednego wieczoru uruchomiliśmy stronę, drugiego porozmawialiśmy z właścicielem klubu, a trzeciego rozesłaliśmy maile do znajomych. Dwa dni później było 50 zarejestrowanych osób, a w trzecim już 100 chętnych. |

|
| --- | --- |

Stały krajobraz czy przejściowa moda?

Wrocław, Kraków, Warszawa, Rzeszów, Gdańsk czy Zamość. Popyt wykreował podaż. Każde większe miasto ma swój barcamp, który organizowany jest z mniejszą lub większą częstotliwością. Podróżowanie do innych miast - na nieformalne spotkania branżowe - również nie należy wśród specjalistów z branży do rzadkości. Pojawiają się często z prezentacjami w odległych od swojego codziennego miejsca pracy miejscach.

Barcampy nieformalne są raczej tylko z założenia i na pewno nie dla organizatorów. Ci muszą być do nich świetnie przygotowani, a samo spotkanie jest uwieńczeniem ich pracy, którą muszą wykonać wcześniej.

Każdy barcamp jest inny, ale można znaleźć dla nich wspólne mianowniki. Typowy schemat to: prezentacje, możliwość pokazania własnego start-upu, rozmowy kuluarowe. Wszystko odbywa się w lokalu, w nieformalnej z założenia atmosferze. Od schematu odbiegają krakowskie „Witajcie w Realu” i ZamCamp, jak sama nazwa wskazuje - z Zamościa. - Na naszych spotkaniach mieliśmy zazwyczaj jednego gościa i wykład trwający od godziny wzwyż (na barcampach jest raczej więcej krótszych prezentacji). Większość spotkań odbyło się w salach wykładowych lub koncertowych. Były one głównie skierowane do studentów, choć oczywiście mógł w nich wziąć udział każdy – opowiada Maciej Młynek, pomysłodawca „Witajcie w Realu”.

Mateusz Michnowicz, organizator ZamCampu, wspomina, że siłą napędową do organizacji spotkań w tej części Polski była chęć, aby nie być gorszym od innych. Paradoksalnie względy finansowe pozwoliły wypracować im własny styl spotkań. – Nie było nas stać na wynajęcie raz w miesiącu lokalu. Sprawa rozwiązała się we wrześniu, gdy dzięki uprzejmości dyrekcji III Liceum Ogólnokształcącym udostępniono nam salę z projektorem do przeprowadzania ZamCampu. Dzięki zmianie lokalu, wykształtowaliśmy swój własny styl prezentacji i organizacji – mówi Michnowicz. – Dzięki temu nie kopiujemy pomysłów innych organizatorów – dodaje.

Chwilowo zawieszony krakowski Grill IT swoją tożsamość budował na przekazie skierowanym przede wszystkim do profesjonalistów. - Tu właśnie jest główna różnica pomiędzy konwencją Grill IT a konwencją typowego barcampa. Grill IT dedykowany był do profesjonalistów już związanych z branżą interaktywną – tłumaczy Michał Stochmal, jeden z organizatorów krakowskiego Grill IT. - Jakiś czas później powstało "Witajcie w Realu", które wypełniało lukę informacji dla ludzi aspirujących do pracy w branży interaktywnej. Uczestnicy w bardzo nieoficjalnej atmosferze mogli porozmawiać z dowolną osobą obecną na spotkaniu i dowiedzieć się wszystkiego o pracy w konkretnej agencji . Był też spory ładunek wiedzy przekazywanej w prezentacjach, ale i tak najwyższą wartością były nawiązane kontakty – mówi Stochmal.

|

| Michał Stochmal, Grill IT: Z jednej strony ludzie zawodowo związani z internetem byli głodni wymiany doświadczeń. Z drugiej strony nie istniała żadna formuła, która by im to umożliwiała. Naturalną rzeczą było, że coś musiało się wydarzyć - i tak wydarzył się Grill IT. Na pierwsze spotkanie przyszło osiem osób. |
| --- | --- |

Na początku był Wrocław

Organizacja spotkań branży interaktywnej, oczywiście naturalnie przysłużą się samej branży. Ale jeszcze kilka lat temu nie było to takie oczywiste. „Przedbarcampowe” czasy wspomina Michał Stochmal: - Ludzie pracujący w różnych agencjach nie znali się wzajemnie, poza przypadkami znajomości na gruncie czysto prywatnym bądź spotykania się na przetargach – mówi Stochmal.

Na inny aspekt korzyści z istnienia barcampów, zwraca uwagę Grzegorz Błażewicz. - Należy chwalić wszelkie działania oddolne. Takie spotkania to jest budowanie kapitału społecznego i to mi się bardzo podoba – przekonuje właściciel agencji Benhauer.

Zjawisko nieformalnych spotkań branżowych, to nie chwilowy kaprys „kreatywnych” z agencji, a obowiązkowy punkt programu w każdym mieście. Odbywające się od kilku lat spotkania na stałe wpisały się polski krajobraz. - Moda przekształciła się niemal w obowiązek – podsumowuje Marcin Jaśkiewicz.

| Marcin Jaśkiewicz, KrakSpot: Okazuje się, że ikony internetu znane z pierwszych stron blogów (a nawet gazet!) to bardzo sympatyczni ludzie, często chętnie służący radą. Na barcampach przedstawiciele konkurencji chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami - tak po prostu. Prezentację, nawet na najwyższym merytorycznym poziomie, można obejrzeć w formie wideo. Ale czy to pozwoli stanąć oko w oko z ludźmi, którzy zjedli zęby na inwestycjach w pomysły, rozkręcaniu biznesów, projektowaniu użytecznych portali, pisaniu kodu, tworzeniu kampanii marketingowych w internecie? Zdecydowanie nie. |

|
| --- | --- |

Tagi: polska, internet, praca, branży, polski, opinia, strona, moda, e-marketing, strategie
Źródło:
interaktywnie.com
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz