Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
media
08.07.2011 06:11

Zynga idzie na giełdę po miliard. Bańka social media rośnie?

Twitter ledwo ponad kreską, LinkedIn nie może przebić ceny z debiutu, a inwestycja w Pandorę jest ryzykowna bo firma jest nierentowna.

Podziel się
Dodaj komentarz

Zynga, założona przez Marka Pincusa, od trzech lat przynosi zyski i jest obecnie wyceniana na 15-20 miliardów dolarów. Jak na branżę gier komputerowych to całkiem sporo. Dla porównania, Electronic Arts, producent takich hitów jak The Sims czy Need For Speed, kosztuje nie więcej niż osiem miliardów dolarów. Z kolei wydawca Call of Duty, Activision Blizzard, jest wyceniany przez inwestorów na 13,5 mld dolarów.

Firma Pincusa bazuje głównie na social media. Wartość rynkowa Zyngi jest wielokrotnie wyższa niż jej roczny przychód. W przypadku serwisów społecznościowych to już właściwie norma.

- Branża internetowa jest specyficzna. Pozwala na błyskawiczny rozwój firm, które jeszcze kilka lat temu były nieznane. Jedynym warunkiem sukcesu jest zrobienie czegoś lepiej, taniej lub całkiem za darmo, a potem to rozpowszechnić - twierdzi Artur Nawrocki, analityk Money.pl ##Na parkiet za wszelką cenę?

Niskie bariery wejścia skłaniają firmy internetowe do gremialnych wycieczek na światowe rynki w celu ściągnięcia kapitału. Przykładem jest debiut LinkedIn, czy planowane jeszcze w tym roku IPO szacowanego na 8-10 miliardów dolarów Twittera. Każdy użytkownik największego na świecie mikrobloga wyceniany jest na 220 dolarów, mimo że firma balansuje na granicy rentowności.

Historię z parkietem najlepiej rozpoczął portal społeczności profesjonalnych LinkedIn. Inwestorzy w ofercie publicznej mogli kupić jedną akcję za 45 dolarów. W dniu debiutu ich wartość wzrosła dwukrotnie, osiągając momentami zawrotną cenę 107 dolarów. Radość trwała krótko, przez następne dni spółka systematycznie notowała straty i do dziś cena nie wróciła do ceny zamknięcia z pierwszego dnia notowań.

- LinkedIn jest obecnie wyceniany 1000 razy więcej niż jego zysk netto. Jak na firmę, która działa w mocno konkurencyjnym środowisku to zdecydowanie za dużo. Ale ta bańka powoli zaczyna już pękać. Krach na rynku wirtualnej waluty Bitcoin oraz coraz mniej dołączających się użytkowników Facebooka nie wróży dobrze żadnym przewartościowanym akcjom social media - prognozuje Nawrocki.

Niewiele wcześniej, na początku maja, na amerykańską giełdę wchodził chiński portal społecznościowy RenRen. Cena na debiucie poszybowała o 30 procent w górę. Ostatecznie inwestorzy wycenili spółkę na 7,5 miliarda dolarów, czyli dokładnie 98 razy więcej, niż przychody RenRen w 2010 roku. Po euforii przyszła korekta i dziś jedną akcję firmy możemy kupić za 12 dolarów, a więc o dwa dolary poniżej ceny emisyjnej.

Kupony wciąż jeszcze mogą odcinać posiadacze akcji internetowego radia Pandora. Trzymając jej udziały od debiutu, można było powiększyć swój majątek prawie o 40 procent. Jednak firma warta ponad cztery miliardy dolarów jest nierentowna, w ubiegłym roku spółka wygenerowała prawie dwa miliony dolarów straty.

Zabawa dopiero się zaczyna

Debiut Zyngi to jedynie przedsmak prawdziwego finansowego party. Do końca 2012 roku na giełdę ma wejść Facebook. Mark Zuckerberg chce pobić wszystkie rekordy i uzyskać z IPO sto miliardów dolarów, twierdzi amerykańska stacja CNBC. Eksperci już teraz ostrzegają przed ogromnym kacem niedługo po debiucie.

- Historia pokazuje, że w branży informatycznej zdetronizowanie lidera jest dość częstym zjawiskiem. Można przybliżyć tutaj fenomen MySpace, który poprzez niekorzystne zmiany na portalu i szukanie przychodów w złych miejscach, stracił udziały w rynku mediów społecznościowych - przypomina Artur Nawrocki.

Tagi: media, akcja, ceny, zmiany, wszystkie, serwis, waluty, debiut, e-marketing, strategie
Źródło:
interaktywnie.com
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz