Money.plManagerStrategie Grupy dyskusyjne pl.soc.polityka Czy Polacy też powstaną z kolan?

Czy Polacy też powstaną z kolan?

Czy Polacy też powstaną z kolan?

"boukun" <b...@gmail.com> / 2014-03-26 12:00:31
Nie tylko państwo, ale cały aparat, na którym ufundowana jest współczesna
oligarchia, podawany jest w wątpliwość przez samoorganizujących się
obywateli.

Obecna fala protestów w Bośni może okazać się zapowiedzią narodzin
prawdziwie aktywistycznego społeczeństwa obywatelskiego. Ruchy społeczne, o
których będzie tu mowa, odkrywają nowe formy organizacji zbiorowej i
stawiają najbardziej fundamentalne dla każdego społeczeństwa pytania o
sprawiedliwość i równość społeczną. Te procesy obejmą nie tylko Bośnię.



W ciągu ostatnich kilku lat byliśmy regularnie świadkami powszechnych
protestów i powstań na postsocjalistycznych Bałkanach. Dobrze znane
mobilizacje, walki i przemoc uliczna w południowej części półwyspu - w
Grecji i Turcji - miały stały oddźwięk w innych państwach bałkańskich (choć
nie zostały dostatecznie opisane). Te państwa miały bowiem inną historyczną
trajektorię. Po upadku socjalizmów państwowych - okresie przemocy, konfliktu
i ogólnej niestabilności ekonomicznej (najbardziej dramatycznych w byłej
Jugosławii) - dla wszystkich tych krajów nadszedł czas niekończącej się
transformacji ku demokracji liberalnej i neoliberalnej gospodarce.



We wszystkich przypadkach transformacja miała zakończyć się wstąpieniem do
Unii Europejskiej. Obecnie jednak sama UE wydaje się projektem o niepewnych
perspektywach i bez wyraźnego kierunku: nieustające oszczędności,
powracające "kryzysy" - od ekonomicznych do tych instytucjonalnych, wzrost
stopy bezrobocia, zwłaszcza wśród młodych, oraz rosnący w siłę prawicowy
ekstremizm w Grecji, Francji i na Węgrzech.



Zgodnie z ideałami thatcheryzmu, europejski welfare state jest obecnie
prawie całkowicie zdemontowany, prawa pracownicze cofnęły się do przepisów z
początku XX wieku, a usługi publiczne zostały sprywatyzowane. Systemy
polityczne na Bałkanach podążały za tym powszechnym w Europie trendem - z
równie katastrofalnymi skutkami. Jednak dziś w wielu państwach bałkańskich
te same systemy po raz pierwszy stają w obliczu poważnego oporu mającego
początek bezpośrednio na ulicy.



Powstawanie nowych ruchów społecznych odzwierciedla potrzebę głębokiej
transformacji społeczeństw bałkańskich. Jeśli wziąć pod uwagę skomplikowaną
sytuację opisaną powyżej, nie jest niczym zaskakującym, że ruchy różnią się
między sobą metodami walki, orientacją ideologiczną oraz strategiami
działania. Najczęściej są reakcją na pogarszająca się sytuację socjalną i
ekonomiczną oraz liczne nadużycia władzy, których dopuszczają się
skorumpowane elity polityczne. Często okazują się ośrodkami nowych idei i
projektów proponujących progresywne wizje odnowy społeczeństw. W naszym
tekście szkicujemy typologię tych ruchów i działań, dzieląc je na pięć
głównych bloków: protesty antysystemowe, mobilizacje w imię dobra wspólnego,
ruchy studenckie, strajki/walki robotnicze i - last but not least -
hegemoniczne wysiłki intelektualne i kulturowe.



Od antyrządowych protestów do walki o dobro wspólne



Od wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku protesty antyrządowe na Bałkanach
wybuchały regularnie. Wiosną 2011 roku w Chorwacji przez cały miesiąc około
10 tysięcy ludzi maszerowało przez Zagrzeb, każdego wieczoru kontestując
system i wszystkie partie polityczne. W 2012 i 2013 roku w Słowenii
powszechne "powstania" zmobilizowały cały kraj, przyczyniając się do upadku
prawicowego rządu i odwołania dużej liczby skorumpowanych urzędników. Wiosną
2013 roku w Bułgarii wielotysięczne protesty, dla których bodźcem była
drastyczna podwyżka cen prądu, były wstępem do kolejnych - jeszcze większych
i mających miejsce zaraz po letnich wyborach powszechnych. Tłumy tygodniami
protestowały przeciwko elitom politycznym i ich powiązaniom z mafią oraz
potentatami medialnymi. W Rumunii od 2010 roku sporadyczne protesty
wybuchały w odpowiedzi na bardzo złe warunki socjalne i ciągłe cięcia
budżetowe. Podobne protesty, z różną intensywności wybuchały także w Serbii,
Macedonii, Czarnogórze, Kosowie i Albanii.



Prawdopodobnie jednak najważniejsze społeczne wstrząsy na
postsocjalistycznych Bałkanach rozpoczęły się w lutym tego roku w Bośni i
Hercegowinie. Były one poprzedzone masowymi demonstracjami z czerwca 2013,
których celem było wywarcie presji na elity polityczne i zmuszenie ich do
rozwiązania problemu numerów identyfikacyjnych obywateli (dzielących
społeczeństwo według przynależności etnicznej) - numerów wykorzystywanych,
jak wiele innych spraw w tym kraju, przez nacjonalistycznych polityków.
Demonstracje przerodziły się w ogólne protesty wymierzone w elity, które
objęły wszystkie wspólnoty i oba podmioty administracyjne kraju. Te protesty
szybko osłabły. Jednak już 5 lutego 2014 roku - zaledwie osiem miesięcy
później - robotnicy z kilku sprywatyzowanych i zniszczonych fabryk
zjednoczyli się na ulicach Tuzli by zażądać wypłacenia zaległych pensji i
emerytur. Wkrótce dołączyli do nich studenci i inni obywatele -
przedstawiciele całego przekroju zawodów.



Wskutek starć z policją spłonął budynek rządowy w Tuzli, a w ślad za nim
także te w Mostarze, Zenicy i Sarajewie. Podczas gdy media i klasa
polityczna demaskowały "chuliganów" i "wandali", protestujący pospiesznie
ustanawiali "plena", oddolne formy obywatelskiej samoorganizacji, które
rozpowszechniły się w całym kraju - od Tuzli, gdzie zorganizowano pierwsze
plenum, do stolicy w Sarajewie; od regionalnych centrów, Mostaru i Zenicy,
do mniejszych miejscowości, takich jak Bugojno, Bihać, Brcko, Travnik itd.



Większość rządów kantonalnych podała się do dymisji, a kantonalne
zgromadzenia w większości zaakceptowały główne żądania plenów (ich
realizacja pozostaje osobą kwestią). Po długich i otwartych dla wszystkich
obywateli obradach, wszystkie plena niemal jednogłośnie (z niewielkimi
różnicami w poszczególnych regionach) zażądały rewizji prywatyzacji,
pozbawienia polityków przywilejów (z których korzystali w nadmiarze) oraz
powołania nowych rządów złożonych z ekspertów, którzy nigdy nie byli
zamieszani w afery korupcyjne.



Wszystkie te przykłady - a szczególnie bośniacki - pokazują, że po raz
pierwszy mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko antyrządową retoryką -
mianowicie z postawą prawdziwie antysystemową.



Nie tylko państwo, ale cały aparat, na którym ufundowana jest współczesna
oligarchia, podawany jest w wątpliwość przez samoorganizujących się
(niekiedy chaotycznie) obywateli.



Pojawienie się tych protestów oraz ich natura skłaniają nas do ponownego
przemyślenia kategorii wykorzystywanych do wyjaśniania społecznej,
politycznej i ekonomicznej sytuacji na Bałkanach i w pozostałych krajach
postsocjalistycznej Europy Wschodniej. Zmuszają nas także do zrozumienia nie
tyle istoty instytucji państwowych, ich słabości czy porażek, ile istoty
całych systemów postsocjalistycznych. Systemy te, choć (niemal) zabetonowane
przez ostatnie dwie dekady, okazują się podatne na pęknięcia pod ciężarem
własnych sprzeczności i owoców - takich jak na przykład szalejąca bieda.



Bunt przeciwko tym reżimom jest dużo trudniejszy, ponieważ zazwyczaj nie
mają one jednej twarzy dyktatora czy rodziny rządzącej i nie charakteryzują
się otwartymi represjami czy cenzurą. Te sporadyczne przejawy gniewu są
zalążkiem nowej dynamiki społecznej i politycznej, która może doprowadzić do
rozszerzenia zasięgu oddziaływania ruchów społecznych. Z drugiej jednak
strony cechuje je także zmienność i przypadkowość działania. Zazwyczaj nie
mają też spójnego przekazu politycznego.



Najbardziej zaawansowana walka dotyczy obrony dobra wspólnego - przestrzeni
publicznej (często parków miejskich), środowiska naturalnego (woda, lasy,
wzgórza, krajobraz), przestrzeni miejskiej oraz infrastruktury usług
publicznych (sieci elektryczne, kolejowe itd.).



Przykładów mamy pod dostatkiem: w Zagrzebiu na przełomie 2009 i 2010 roku
ruch Prawo do Miasta zmobilizował tysiące ludzi do obrony jednego z placów w
centrum stolicy; obywatele Dubrownika bronili okolicznego wzgórza przed
przerobieniem go na pole golfowe; mieszkańcy Banja Luki (drugiego co do
wielkości miasta Bośni i Hercegowiny) również próbowali bronić jednego z
nielicznych parków miejskich; w Belgradzie odbyły się demonstracje przeciwko
próbom zniszczenia osiedlowego parku, a także przeciw wycince wiekowych
drzew związanej z planami budowy parkingu w centrum miasta; w Bułgarii
mieszkańcy protestowali w 2012 roku przeciwko prywatyzacji lasów
państwowych, a w Rumunii - przeciwko prywatyzacji służby zdrowia oraz
przeciw planowanej, katastrofalnej dla środowiska, budowie kopalni złota w
Rosia Montana, etc. Te pojedyncze wystąpienia stały się kanałami
powszechnego niezadowolenia społecznego - cieszyły się poparciem większości
obywateli uważających prywatyzację i lekceważenie interesu publicznego za
sprawy niedopuszczalne. Komercjalizacja edukacji publicznej, postrzeganej
przez wielu jako najważniejsze dobro wspólne, zapoczątkowała także masowe
wystąpienia studenckie.



Powrót do dawnego sojuszu: studenci, robotnicy i intelektualiści?



Od 2009 roku, silny ruch studencki rozwinął się w Słowenii, Chorwacji,
Serbii, do pewnego stopnia w Bośni i Hercegowinie oraz Czarnogórze, a
ostatnio - w Kosowie. Podczas, gdy w tych ostatnich krajach protesty
przyjmują raczej klasyczną formę (marsze, demonstracje i petycje) - w
Słowenii, Serbii, a przede wszystkim w Chorwacji ruch studencki szeroko
eksperymentuje z metodami demokracji bezpośredniej oraz okupacją budynków
publicznych. To właśnie wśród tych ruchów pojawiły się plena obywatelskie,
aktualnie inspirujące bośniackie eksperymenty z demokracją bezpośrednią i
horyzontalną.



W tym kontekście szczególną uwagę warto zwrócić na przypadek niezależnego
ruchu studenckiego w Chorwacji, który stawił silny opór prywatyzacji i
komercjalizacji edukacji wyższej. Ten protest przeciwko neoliberalnym
reformom w polu edukacji przekształcił się (prawdopodobnie jako pierwszy) w
silny polityczny sprzeciw nie tylko wobec konkretnego rządu, ale wobec
całego systemu społeczno-politycznego. W 2009 roku studenci okupowali ponad
20 uniwersytetów w całej Chorwacji, w praktyce kierując ich działalnością
przez 35 dni wiosną i przez dwa tygodnie jesienią [1]. "Nic nowego" - można
pomyśleć - ale jednak ich sposób działania zasługuje na uwagę ze względu na
dużą oryginalność, której nie sposób ograniczyć tylko do kontekstu
bałkańskiego czy wschodnioeuropejskiego. Otóż na obrady plenarne zapraszano
nie tylko studentów, ale wszystkich obywateli. Razem dyskutowano o istotnych
kwestiach publicznych i podejmowano decyzje co do dalszego przebiegu
protestów. Najbardziej aktywne plenum - na Wydziale Filozoficznym
Uniwersytetu w Zagrzebiu - gromadziło każdego wieczoru nawet do tysiąca osób
[2]. To wydarzenie zapoczątkowało ruch na rzecz demokracji bezpośredniej,
postrzeganej nie tylko w kategoriach niezbędnej korekty demokracji
przedstawicielskiej i partiokracji, ale również, być może, w kategoriach
prawdziwej alternatywy dla niej.



Chorwacka Nowa Lewica, której idee szybko rozprzestrzeniły się na obszarze
byłej Jugosławii, nie sprowadza demokracji bezpośredniej do praktyki
referendum, ale raczej rozumie ją jako środek politycznej organizacji
obywateli na wszystkich szczeblach - od lokalnego do narodowego. Od tamtego
czasu, taki horyzontalny model inspirował działania zbiorowe na całym
obszarze postjugosłowiańskim: ruchy Occupy, marsze uliczne, strajki
robotnicze, rolnicze protesty, wreszcie (i to na szeroką skalę) - dzisiejszy
protest w Bośni i Hercegowinie.



W ostatnim czasie ożywiły się także protesty robotnicze. Są one
niejednorodne - od klasycznych strajków robotniczych dotyczących wpływu na
prowadzenie przedsiębiorstw i na obronę ich przed dalszą prywatyzacją (np.
Petrokemija factory w Chorwacji), przez akcje przejęcia zakładów (np.
Jadrankamen i TDZ w Chorwacji), po próby wprowadzenia modelu mieszanej
własności pracowniczej (Jugoremedija w Serbii i ITAS w Chorwacji) - zarówno
udane, jak i nieudane. Jesteśmy także świadkami nowego rodzaju kooperacji
między różnymi ruchami społecznymi (takimi jak studencki) a robotnikami na
rzecz budowy wspólnej strategii antykapitalistycznej.



Wreszcie na uwagę zasługuje jeszcze jeden typ walki, mianowicie hegemoniczny
wysiłek intelektualny i kulturowy zorientowany na zmianę ogólnego klimatu
politycznego oraz dominującego dyskursu medialnego, a także na ponowne
wprowadzenie progresywnych idei do szerokiego obiegu społecznego. Jego
głównym celem jest podkopanie neoliberalnej hegemonii, która od 1989 roku z
powodzeniem delegitymizuje tradycje lewicowe, promując demokrację
przedstawicielską (mimo jej tendencji do przekształcania się w autokrację) i
wolny rynek jako jedyne dostępne opcje. W kontekście postjugosłowiańskim
powszechna orientacja postsocjalistyczna pozostała sprzężona - choć nie
zawsze harmonijnie - z narodowo-konserwatywnym, prawicowym ekstremizmem i
dominacją perspektywy antykomunistycznej. To stanowisko zderzyło się z
liberalnymi próbami "demokratyzacji" społeczeństw postjugosłowiańskich,
które jednak - skupione przede wszystkim na kwestiach reform
instytucjonalnych oraz integracji europejskiej - problematyzowały głównie
przestępstwa prywatyzacyjne, nie zastanawiając się nad powszechną orientacją
neoliberalną.



Jeszcze do niedawna wprowadzenie progresywnej agendy i myśli radykalnej do
dominującego dyskursu było zadaniem wprost niemożliwym. Jednak, ekonomiczny
i finansowy kryzys z 2008 roku, a następnie kryzys Unii Europejskiej
stworzyły dotychczas marginalizowanym ruchom przestrzeń do szerokiej krytyki
obecnego systemu polityczno-ekonomicznego. Taka krytyka wyraża się podczas
publicznych zgromadzeń, festiwali (takich jak Mayday school w Ljubljanie,
Subversive Festival w Zagrzebiu czy Uniwersytet Otwarty w Sarajewie), szkół
letnich, cyklicznych warsztatów akademickich i konferencji, a także w prasie
i magazynach internetowych (od chorwackiego "Le Monde Diplomatique" i
"Zarez", przez rumuński "CriticAtac" i "LeftEast", do słoweńskiej
"Mladina").



Ruchy, plena, partie



Polityczne strategie wyżej omówionych ruchów ograniczają się na razie do
okazyjnych protestów, akcji okupacyjnych (często kwestionujących demokrację
przedstawicielską w imię idei horyzontalności), petycji, a niekiedy -
inicjatyw referendalnych. Nie zauważyliśmy dotąd żadnej poważniejszej próby
wejścia w sferę zinstytucjonalizowanej polityki, chociaż model koalicji
ruchów społecznych biorących udział w polityce parlamentarnej (zaproponowany
przez grecką lewicową partię Syriza) cieszy się powszechną akceptacją [3].
Ponadto aktualne protesty w Bośni i Hercegowinie wyraźnie wskazują, że
energia protestu może w najbliższym czasie zniknąć, rozdrobnić się,
przekształcić się w jeszcze większą beznadzieję niż dotychczas lub zmienić w
to, co Walter Benjamin nazywał "melancholią Lewicy".



Jeżeli natomiast protesty wyewoluują w stronę zinstytucjonalizowanej
polityki - powstaną oddolne, paralelne instytucje i/lub partie polityczne
przygotowane do walki o głosy wyborców - wtedy potencjał szerszego wpływu
społeczno-politycznego tkwiący w ruchach progresywnych ma szansę pozostać
silny. Bez protestów plena straciłyby potencjał wywierania nacisku na
władzę, natomiast bez plenów protesty straciłyby legitymację i możliwość
artykulacji postulatów. W konsekwencji każda przyszła próba uczestnictwa w
partii i reprezentacji politycznej musiałaby być ufundowana, wspierana i
kierowana przez ruchy społeczne i organizację plenarną.



Najnowsza fala protestów i plenów w Bośni i Hercegowinie może oznaczać
narodziny prawdziwie aktywistycznego społeczeństwa obywatelskiego i głębokie
upolitycznienie społeczeństwa wokół kwestii najbardziej fundamentalnych dla
każdego kraju - sprawiedliwości społecznej i równości wszystkich obywateli.
Te procesy obejmą nie tylko Bośnię.



przeł. Tomasz Rawski, Katarzyna Roman
 

Re: Czy Polacy też powstaną z kolan?

k...@gazeta.pl / 2014-03-26 12:11:36
W dniu środa, 26 marca 2014 12:00:31 UTC+1 użytkownik boukun napisał:
> Nie tylko państwo, ale cały aparat, na którym ufundowana jest współczesna
>
> oligarchia, podawany jest w wątpliwość przez samoorganizujących się
>
> obywateli.

> Te procesy obejmą nie tylko Bośnię.
rzeł. Tomasz Rawski, Katarzyna Roman


bokun zamiast wypisywac (wklejac nieswoje teksty)-bzdety, wyjdz na ulice i walcz! daj przyklad...
 

Re: Czy Polacy też powstaną z kolan?

silvio balconetti <s...@invalid.invalid> / 2014-03-26 12:50:58
Am 26.03.2014 12:11, schrieb khanula@gazeta.pl:
> W dniu środa, 26 marca 2014 12:00:31 UTC+1 użytkownik boukun napisał:
>> Nie tylko państwo, ale cały aparat, na którym ufundowana jest współczesna
>>
>> oligarchia, podawany jest w wątpliwość przez samoorganizujących się
>>
>> obywateli.
>
>> Te procesy obejmą nie tylko Bośnię.
> rzeł. Tomasz Rawski, Katarzyna Roman
>
>
> bokun zamiast wypisywac (wklejac nieswoje teksty)-bzdety, wyjdz na ulice i walcz! daj przyklad...
>

Prozne gadanie. Boukunowi juz dawno radzono, zeby jechal z bronia biala
i palna na Belweder i sejm, no i nic. Putin z kolegami wyreczyli go.
Innego z Krakowa zapuszkowali. Radzilem mu jak i inni, zeby wzial sie
lepiej do roboty. Tez na darmo. Jak mowia u nas "hoffnungsloser Fall",
czyli beznadziejny przypadek. A w PRLu nazywano takich "elementem
aspolecznym" lub "pasozytem spolecznym".
--
saluto
SB dr angelologii apokryficznej
------------------------------------
God is real, unless Gods power of two is negative
 

Re: Czy Polacy też powstaną z kolan?

stevep <s...@invalid.tkdami.net> / 2014-03-27 04:29:13
W dniu .03.2014 o 12:11 pisze:

> W dniu środa, 26 marca 2014 12:00:31 UTC+1 użytkownik boukun napisał:
>> Nie tylko państwo, ale cały aparat, na którym ufundowana jest
>> współczesna
>>
>> oligarchia, podawany jest w wątpliwość przez samoorganizujących się
>>
>> obywateli.
>
>> Te procesy obejmą nie tylko Bośnię.
> rzeł. Tomasz Rawski, Katarzyna Roman
>
>
> bokun zamiast wypisywac (wklejac nieswoje teksty)-bzdety, wyjdz na ulice
> i walcz! daj przyklad...

Musiałby ręce spod dupy wyjąć, a to zbyt duży wysiłek.
--
stevep
-----
Używam klienta poczty Opera Mail: http://www.opera.com/mail/