Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Ciężkie czasy dla branży XXX. Jak to jest z jej reklamą

Każdy legalnie działający biznes ma prawo reklamować swoje produkty, chyba że obraża to czyjeś uczucia, lub jest zabronione ustawą.

Podziel się
Dodaj komentarz
(fot. Beate Uhse)

Każdy legalnie działający biznes ma prawo promować swoje produkty, chyba że obraża to czyjeś uczucia, lub jest zabronione ustawą i należy do tej grupy produktów i usług co porady prawne czy notarialne. A co jeśli produkty są skierowane do dorosłych odbiorców?

Wtedy naturalnie nie mogą być eksponowane w miejscach ogólnodostępnych. Nie znaczy to jednak, że nie mogą być w ogóle reklamowane. Tak właśnie jest z branżą porno – filmami ale również gadżetami erotycznymi. Skądinąd czytałem kiedyś wypowiedź jednego z potentatów tej branży, że obecnie media na tyle kipią seksem, że nawet niektóre reklamy papieru toaletowego są ostrzejsze niż zapowiedzi jego filmów...

Jakby na to nie patrzeć, to coś tym jest. Często przecież na reklamach warsztatów samochodowych półnaga pani spogląda na nas tak jakby nie tylko chciała nam klocki hamulcowe wymienić. Powróćmy jednak do meritum. Filmy dla dorosłych to i tak często temat tabu. Reklama treści pornograficznych jest zabroniona w przestrzeni miejskiej (billboardy czy citylighty), jednak co z tą, która nie jest ewidentna?

Twórcy takich reklam cały czas szukają sposobów jak „legalnie” obejść prawo. Sposób najprostszy jaki się zrodził, to niepokazywanie takich treści wprost, zaprezentowanie całkiem niewinnej kreacji, ale po wejściu na stronę okazuje się, że kreacja była tylko sprytnym wabikiem. A będąc już na takiej stronie wychodzi na to, że jest na czym oko zawiesić, jak pokazują badania, a szczególnie tyczy się to młodych i ciekawskich osób.

Ograniczenia wynikające z reklamowania pornografii są ściśle powiązane z kwestią dostępności tych treści i obrazów dla nieletnich. Prawo chroni osoby przed piętnastym rokiem życia przed wszelkimi treściami pornograficznymi. To prawo właśnie zabrania wyświetlać reklam o takiej treści na portalach, do których dostęp mogą mieć osoby nieletnie.

##Co z reklamą ukrytą?

Do tej pory prawo było dziurawe i reklamodawcy mogli je spokojnie obchodzić zarówno w internetowych jak i offline'owych nośnikach. Na niewinnie wyglądających bannerach związanych z konkursami, reklamami olejków do masażu itd. kryły się strony dla dorosłych. Badania opublikowane w 2013 roku przez Megapanel PBI/Gemius, donoszą, że we wrześniu 2013-go roku na strony pornograficzne weszło 720 tysięcy dzieci w wieku 7-14 lat!

Większość z nich weszła tam z pomocą wyskakujących reklam i okienek. W tym roku w Polsce przyjęto nowelizację ustawy, która zabrania również takiej ukrytej formy reklamy, prowadzącej do zakazanych treści. Według niej, każdy przekaz, który jest dostępny dla osób poniżej 15-go roku życia i nie posiada skutecznych zabezpieczeń o treściach niedozwolonych, będzie karany.

Naturalnie warto się zastanowić co to znaczy „skuteczne zabezpieczenie”? Prawo również nakazuje aby strony z takimi treściami informowały o zawartości. Tak się oczywiście dzieje, wyskakuje okienko „czy masz na pewno ukończone 18 lat?”. Po czym naturalnie każdy kto nie ma opuszcza stronę. Bzdura. Nowelizacja ustawy weszła już w życie, czyli eliminuje to część reklamodawców, którzy teoretycznie publikują swoje treści tak, że mogą mieć do nich dostęp nieletni, nieświadomi ich zawartości.

##Google także walczy z pornografią

Do batalii wszedł również największy gracz na rynku internetowym, czyli Google, który wprowadził zakaz reklamowania treści pornograficznych za pomocą Google AdWords. Działania zaczęły się od bannowania blogów promujących treści dla dorosłych i umieszczających reklamy takich serwisów. Warto wspomnieć, że AdWords napędzał największy traffic na stronach dla dorosłych.

Z kliknięć z takich bannerów było to niemal 65% wejść! Reklamy były zrobione na tyle zapraszająco, że wiele osób bardzo chętnie w nie klikało dla chwilowego oderwania się na przykład od pracy i innych przykrych obowiązków, poza tym były głównym źródłem linków do stron porno. Google jednak ma być nieubłagany, i wszelkie treści jednoznacznie pornograficzne będą blokowane, co w połączeniu z polskim prawem niwelującym zakamuflowaną pornografię mocno wiąże ręce reklamodawcom. Google natomiast dopuszcza nadal reklamy portali randkowych i ogłoszeń towarzyskich.

##Branża XXX kuleje

O AUTORZE


Krzysztof Pałys, absolwent wrocławskiej ASP, od ponad ośmiu lat zawodowo związany z rynkiem reklamowym. Kompozytor, instrumentalista oraz zapalony podróżnik.
* Co tydzień w piątek w serwisie Manager.Money.pl pisać będzie felietony o wszystkim, co jest związane z najciekawszymi i najbardziej kontrowersyjnymi kampaniami reklamowymi w Polsce i za granicą.*

A tak z drugiej strony to dosyć poważny cios dla kulejącej ostatnio branży porno. Strefa filmów dla dorosłych miała się jeszcze wyśmienicie pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych. Najbardziej zaczęły ją wykańczać darmowe portale internetowe i obostrzenia prawne zawiązane z dystrybucją i reklamą. Ogólnie to spory paradoks, ponieważ samo zainteresowanie pornografią jest gigantyczne, tyle że wcześniej trzeba było za nią płacić kupując taśmy VHS lub później płyty DVD. Filmy były skatalogowane i sprzedawane głównie w sex shopach lub w sprzedaży wysyłkowej, oraz tak jak w dalszym ciągu dodawane do czasopism.

Teraz głównym źródłem filmów jest właśnie internet. Duże wytwórnie kręcące filmy dla dorosłych otworzyły profesjonalnie przygotowane portale, zwierające płatny kontent i oferujące powierzchnie reklamowe. Jednak w dosyć szybkim czasie powstało całe mnóstwo serwisów oferujących darmowe filmy, takich jak PornTube czy YouPorn, działających dokładnie jak YouTube, tylko zawierających treści pornograficzne.

Obecnie takich portali jest bardzo wiele, a zarabiają nie na kontencie ale podobnie jak YouTube na reklamach. Tym samym to właśnie te portale są po zmianach dotyczących reklam, największymi słupami ogłoszeniowymi w branży porno. Ten proces spowodował zamknięcie wielu dobrze prosperujących jeszcze kilka lat temu wytwórni i dotknął w większym stopniu reżyserów i branżowych aktorów niż upowszechnienie formatu mp3 muzyków.

No bo po co płacić za film, skoro możemy go obejrzeć za darmo na innym portalu? A oglądając go w internecie, nie musimy go trzymać na półce, nikt się nie czepia i dzieci nie zadają niewygodnych pytań. Generalnie wygodniej i taniej. To w połączeniu z coraz większymi ograniczeniami i regulacjami reklam zakazanych treści, powoduje, że dotychczasowi potentaci w produkcjach filmów typu „Heidi Kuchareczka” zaczynają szukać innych źródeł zarobków, tną koszty i obniżają budżety swoich filmów.

Poszukiwania nowych koncepcji doprowadziły kilka większych firm tej branży do pomysłu na internetową akademię seksu! Ma to być koncept portali, które za pomocą bardzo naturalistycznych filmików edukują odpłatnie chętnych internautów z konkretnych, wybranych przez nich zagadnień. Czyli na przykład zamiast ćwiczyć z Ewą Chodakowską będziemy mogli uczyć się jak chłostać naszego ukochanego po tyłku, wspólnie z instruktorką zadająca ćwiczenia. Brzmi osobliwie. Ciekawe czy się przyjmie w stopniu, który pozwoli zarabiać na tym pieniądze.

Ograniczenia sposobu reklamowania treści pornograficznych z pozoru przynajmniej cieszą większość społeczeństwa, a w szczególności rodziców, którzy starają się chronić przed nimi swoje pociechy. Z drugiej jednak strony ilość wejść na portale i serwisy pornograficzne z roku na rok rośnie, co pokazuje naturalnie pewną hipokryzję – nikt nie ogląda, ale wszyscy oglądają. Branża kuleje, więc szuka nowych pomysłów na marketing i zarobek, a aktorzy szukają nowej pracy. Jedno jest pewne, nie łatwo im się będzie przekwalifikować, chyba że zajmą się polityką i dalej będą.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: kampania reklamowa, strategie firm, wiadmomości, kraj, gospodarka, strategie, z rynku, czołówki
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz