Notowania

praca
06.02.2015 06:37

Firma daje auto, komórkę i laptopa. Oni wożą cement, dzwonią po rodzinie, kradną i piją. Jak wyśledzić złego pracownika

Dostają służbowe auto, komórkę i laptopa. Wożą cement, dzwonią po rodzinie, kradną i piją.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Camrocker/iStockphoto)

Jaki samochód pokona dwudziestocentymetrowy krawężnik na pełnym gazie? Służbowy. Takie zagadki bawią pracowników, którzy udowadniają, że nawet firmowe tico może być jak rasowa terenówka. Innym wydaje się, że internet w służbowym telefonie jest za darmo, a jak z pilnowanego przez nich magazynu zniknie kilka butelek wódki, świat się nie zawali. – Ale może zawalić się firma, która dała im pracę – ostrzega Władysław Frasyniuk, współwłaściciel przedsiębiorstwa transportowego.

Najłatwiej zaszkodzić firmie spóźniając się do pracy. 17 proc. pracowników przyznaje natomiast, że przynajmniej raz w tygodniu przychodzi do biura za późno - wynika z sondażu Work Service. Eksperci wyliczyli, że koszt jednego 15-minutowego spóźnienia tych wszystkich osób wynosi 12,2 milionów złotych.

Przyczyny takiej samowoli są przeróżne, zazwyczaj błahe. Aż 59 proc. spóźnialskich za długo śpi. Co siódmy wymienia kaca, słabość do porannego seksu czy długiego delektowania się poranną kawą. Najgorsze, jeśli spóźniony pracownik ma służbowe auto, którym dojeżdża do pracy. Wtedy trzeba wcisnąć gaz do dechy, często jadąc skrótami, które prywatnym samochodem omija się z daleka.

_ – Nie przesadzałbym, że firmowe auto jest jak terenówka _– śmieje się Robert, pracownik wrocławskiej firmy montującej drzwi i okna. – _ To prawie terenówka – _ żartuje.

Robert przyznaje, że czasem _ dociska _ służbowy samochód. _ – Ale bez przesady. Na większych dziurach ściągam nogę z gazu. Na mniejszych niekoniecznie – _ opowiada. Zdradza jednak, że prywatnym autem tak nie szaleje. _ – Swoim trzeba jeździć ostrożnie, bo siada zawieszenie. I ekonomicznie, bo paliwo drogie – _ podkreśla. Dodaje zaraz, że przy innych firmowych kierowcach i tak wypada całkiem dobrze. _ – Jak pracowałem w Warszawie, mieliśmy osobę, która uwielbiała robić drifting służbowym busem. Było palenie gumy i bączki na pustych parkingach – _ opowiada.

Wariacka jazda to nie jedyny problem pracodawców, którzy dają podwładnym kluczyki do firmowego auta. Pracownicy lubią pojechać nim np. na wczasy. _ – Był taki jeden, co z Wrocławia wybrał się z dziewczyną nad morze _ – przypomina sobie Robert. Cała sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby nie znajomy pracodawcy. _ – Akurat też odpoczywał nad Bałtykiem. Jak zobaczył auto z logiem naszej firmy, od razu zadzwonił do szefa _ – opowiada.

Czasem osobowe samochody zamieniają się też w półciężarówki. Oczywiście, nie dosłownie. _ – Słyszałem o przypadku, gdy pracownik woził w bagażniku osobówki worki z cementem – _ przyznaje Władysław Frasyniuk.

Przedsiębiorca przyznaje, że w jego firmie na szczęście kierowcy dbają o samochody. – _ To auta ciężarowe, które są nie tylko ich narzędziem pracy. Na długich wyjazdach stają się tymczasowym domem – _ wyjaśnia były poseł. Niestety w przedsiębiorstwach transportowych pojawia się inny problem.

Znikający towar. Kombinują jak w PRL

Za komuny nieuczciwi kierowcy zaciągali paliwo ustami przez wężyk - wprost z baku auta. Później sprzedawali je na lewo. Teraz nikt już się nie brudzi. Mechanizm oszukiwania ewoluował. Jak działa? Kierowca ciężarówki tankuje na stacji np. 100 litrów oleju napędowego, ale kartą pracodawcy płaci za ilość dwukrotnie większą. Tym samym na stacji pozostaje 100 litrów opłaconego paliwa. Kierowca dostaje za nie np. 5 złotych za każdy litr. Pracownicy stacji benzynowej sprzedają je później bez paragonu, różnicę w cenie zatrzymując dla siebie.


Władysław Frasyniuk
Koziol/Reporter/East NewsKierowcy często nie zdają sobie sprawy z tego, że przekręty na paliwie odbijają się na finansach firmy, która traci zlecenia i w konsekwencji może zbankrutować. _ – Znikające paliwo to prawdziwa zmora w tej branży. Jak jest u mnie? Nikogo za rękę nie złapałem, ale cały czas mam problem z utrzymaniem normy, którą gwarantuje producent samochodu. Po prostu moje auta palą za dużo niż powinny – _ ironizuje Władysław Frasyniuk (na zdj.).

_ _Przedsiębiorca zaznacza, że traci mimo tego, iż specjalnie kupuje droższe samochody, które mniej palą, i wysyła kierowców na kursy ekonomicznej jazdy. Wszystko po to, by zaoszczędzić na tankowaniu. Nie zawsze to jednak wychodzi.

Były poseł chociaż z kradzieżami nie ma problemu. Z naczep jego ciężarówek nigdy nic nie zginęło. Na złodziei narzekają za to jego znajomi, którzy mają biznes w branży spożywczej. _ – Sfrustrowani powtarzają, że w sklepie trzeba mieć pitbulla, kamerę i jeszcze właściciel musi w nim siedzieć od świtu do zmierzchu _– opowiada Frasyniuk. – _ Dopiero wtedy można mieć pewność, że pracownicy nic nie wyniosą _ – dodaje.

Policyjne archiwa są pełne przypadków okradania przełożonych. W Szczecinie mundurowi zatrzymali 29-latka, który targał worek z 30 kilogramami mięsa. Ukradł je wcześniej z hurtowni, w której pracował. Szajka pracowników z Błonia ukradła natomiast pracodawcy 29 ton cukru o łącznej wartości 100 tys. złotych. Olsztyńscy policjanci złapali natomiast delikwenta, który okradł szefa 45 razy, przez trzy miesiące wynosząc z firmy specjalistyczne narzędzia, które sprzedawał następnie w internecie.

- _ Mieliśmy też sytuację, że ktoś zgłosił napad na jubilera. Później okazało się, że to była mistyfikacja wymyślona przez pracownika, który sam ukradł biżuterię _ – mówi inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji. Dlaczego to zrobił? _ – Bo chciał sobie w ten sposób dorobić – _odpowiada funkcjonariusz. Złodzieje tłumaczą swoje występki również trudną sytuacją rodzinną. Często, przyłapani na gorącym uczynku, trafiają wprost do izby wytrzeźwień.

Do roboty na podwójnym gazie

Żaden szef nie będzie pobłażał podwładnym, którzy zamiast pracować, robią w biurze imprezę. Niektórych pracowników to jednak nie odstrasza. Zakazany owoc kusi ich jeszcze bardziej.

– _ Znam stróża nocnego, który pilnował magazynu. To naprawdę duży skład węgla. Na terenie zakładu była kanciapa. W środku mały grzejnik, kuchenka mikrofalowa, dwa plastikowe krzesła i czarnobiały telewizor. Często tam wpadałem w zimie na grzane piwko. Czasem imprezowaliśmy do białego rana. Schodziło się sporo osób _ – wspomina Maciek, z zawodu elektryk.

Rzeczony stróż już tam oczywiście nie pracuje, jeśli to, co robił, w ogóle można było nazwać pracą. _ – Zazwyczaj wypijał dwa piwa, ustawiał krzesła obok siebie i zasypiał. Ze swojego pomieszczenia wychodził tylko na fajkę. W końcu wpadł, pewnej nocy szef przyjechał i nie mógł go dobudzić _ – opowiada Maciej.

Przez alkohol pracę stracił również operator koparki, który był zatrudniony w jednej z odkrywkowych kopalni na Dolnym Śląsku. – _ To był naprawdę ciężki przypadek, lubił pociągnąć z flaszki. Raz przyjechała ciężarówka, którą musiał załadować. Wgramolił się więc do kabiny swojego sprzętu, dodał gazu i wjechał wprost w samochód, który czekał na kruszec. Na koniec wypadł z koparki, nie kojarząc, co się w ogóle stało – opowiada z uśmiechem na twarzy Mariusz, który był świadkiem całego wydarzenia. Operator koparki stracił pracę i musiał oddawać pieniądze za uszkodzenie ciężarówki klienta. Ale co z tego, skoro wizerunek firmy już ucierpiał, a klient zmienił dostawcę. _

_ - Też miałem problem z kierowcą, który popijał na parkingu. Od razu go wyrzuciłem – _ przyznaje Władysław Frasyniuk. Przedsiębiorca podkreśla, że nie tylko pijący pracownik może zszargać dobre imię firmy. – _ Mieliśmy kierowcę, który pojechał z towarem do niemieckiego klienta. Wjechał na teren jego firmy, wysiadł z ciężarówki i wysikał się pod naczepę _ – opowiada Frasyniuk. Biznesmen nie musiał długo czekać na telefon od niemieckiego kontrahenta, który oświadczył, że nie chce tej ciężarówki więcej widzieć. Inny kierowca odstraszał klientów swoim wyglądem. _ – Wyglądał jak najgorszy oberwaniec. Ciągle mu mówiłem, żeby coś z sobą zrobił, zadbał o wizerunek. Ale to chyba go przerosło, po pewnym czasie sam się zwolnił – _ tłumaczy przedsiębiorca.

Słabość do alkoholu, niedbanie o służbowe samochody i stanowisko pracy to nie jedyne przywary, które pracownicy odziedziczyli po komunizmie. W latach 90. rynek zalały komputery i telefony komórkowe. Biznes szybko się od nich uzależnił, a podwładni dostali nowe technologie w swoje ręce. To niebezpieczna broń, którą można ustrzelić swojego szefa.

Tajemnice służbowe dla każdego

Firmowy laptop może być jak bomba zegarowa. Pracownicy uruchamiają jej mechanizm, gdy zapomną o aktualizacji antywirusa lub w ogóle go wyłączą. Na takiej bezmyślności tracą oczywiście pracodawcy. Ci drudzy zresztą też nie są bez winy, ponieważ często sami nie dbają o bezpieczeństwo IT w swojej firmie. Skala problemu jest duża. Blisko 40 proc. przedsiębiorstw doświadczyło już utraty danych – wynika ze wspólnego raportu D-Link, Home.pl i Webhosting.pl.

Nieraz hakerzy nie muszą się specjalnie starać, by wyciągnąć od pracowników potrzebne informacje. W jednej z polskich firm, działających w branży internetowej, przeprowadzono eksperyment, który doskonale to obrazuje. _ – Założyliśmy konto pocztowe na gmailu, z którego wysłaliśmy do pracowników wiadomość o takiej treści: "Cześć, robimy nowy panel zarządzający, podaj mi proszę swój login i hasło, bo chcę przetestować czy działa" – _ opowiada Marek, który był współautorem całej mistyfikacji.

Pracownicy oczywiście dali się nabrać. Ujawniali swoje hasła, nie dziwiąc się, że mail został wysłany z konta gmail, a nie firmowego. _ – Wszystko wyszło na jaw, gdy jeden przyszedł do mnie i zapytał, o jakie hasła chodzi – _ śmieje się Marek. Po pewnym czasie powtórzono eksperyment, by przekonać się, czy poprzedni czegoś pracowników nauczył. Mail, jak poprzednio, nie był wysyłany z firmowej skrzynki. _ – Tym razem napisaliśmy tak: „W związku z konfiguracją nowego serwera poczty, proszę podeślij mi swój login i hasło do poczty. Musimy sprawdzić, czy będzie działać po migracji” _ – mówi Marek.

Efekt był zdumiewający. Na dwadzieścia osób tylko jedna nie przesłała w odpowiedzi danych, o które proszono. I bynajmniej nie zrobiła tego, bo przejrzała podstęp. Pracownik zapytał w mailu, czy musi podać również hasła do konta prywatnego, czy wystarczą tylko te, które używa do skrzynki firmowej.

Problemem dla przedsiębiorców jest również telefon z dostępem do internetu w rękach pracownika. Niektórzy zapominają bowiem, że służy on jedynie do celów służbowych. Wydzwaniają do kolegów, oglądają filmiki na YouTube, a za wszystko płaci firma. To typowa postawa roszczeniowa i brak zrozumienia dla drugiej osoby. Podwładni uważają wciąż, że wszystko się im należy, że pracują za karę. _ _

_ – Byliśmy niewolnikami Europy i ta mentalność postniewolnicza, poczucie krzywdy, nadal w nas tkwią – _ uważa Władysław Frasyniuk. _ – Dla pracowników właściciel firmy jest jak ten biały, który niegdyś czarnych zaganiał batem, a teraz w inny sposób zmusza do pracy – _ dodaje przedsiębiorca.

Zdarza się, że pracodawcy nie wytrzymują wybryków podwładnych i nie zadowalają się zwolnieniem ich z pracy. Chcąc odzyskać stracone pieniądze, biorą odwet. Takie sprawy często kończą się bijatykami, interwencją policji i wizytą w sądzie.

Taniec na krawędzi noża, a raczej młotka

Zemsta na byłych pracownikach nie zdarza się często. W policyjnych kronikach można jednak znaleźć kilka przypadków. Jeden z nich dotyczy instruktora tańca, który okradł swojego pracodawcę. Na zwolnieniu podwładnego sprawa się nie skończyła.

Kiedy ursynowscy policjanci dowiedzieli się, że przed jednym z klubów fitness trwa bijatyka, od razu tam pojechali. Ustalili, że trzech mężczyzn siłą wyprowadziło z klubu 35-leniego instruktora tańca._ - Świadkowie przyznali, że sprawiał on wrażenie, jakby doskonale znał swoich oprawców, którzy przyszli po niego z gumowym młotkiem w ręce. Instruktor tańca nie chciał pomocy pracowników ani ochrony, mimo tego, że był bity przez swoich „znajomych” – _czytamy w komunikacie policji.

Funkcjonariusze szybko namierzyli sprawców. Bandzie przewodził szef z poprzedniej firmy, którą okradł nauczyciel tańca. Towarzyszyli mu dwaj pracownicy. Biznesmen co prawda odzyskał skradziony towar, ale sam naraził się na problemy i odpowiadał za pobicie.

_ Mariusz Sokołowski Reporter/East News- Nie wymierzajcie sprawiedliwości na własną rękę. W takich sytuacjach lepiej zawiadomić policję – _ apeluje do zdesperowanych przedsiębiorców inspektor Mariusz Sokołowski. Innym rozwiązaniem może być powierzenie sprawy prywatnemu detektywowi. Niektórzy biznesmeni się na to decydują, gdy nie są pewni winy podwładnego. _ _

_ – U mnie to około pięciu spraw w ciągu roku – _ przyznaje Krzysztof Mika, właściciel agencji detektywistycznej. _ – Ostatnio zjawił się właściciel firmy transportowej, który podejrzewał swoich kierowców o kradzież paliwa. Doprowadziło to jego przedsiębiorstwo na krawędź bankructwa _ – opowiada.

Detektyw podkreśla, że złapanie pracowników na gorącym uczynku to żmudna praca. Nie może nam zdradzić swoich technik operacyjnych, ale zaznacza, że sprawa paliwowa zakończyła się sukcesem. Kradzieże to jednak nie jedyne problemy, które rozwiązywał. _ – Zdarza się, że szef podejrzewa podwładnego o wynoszenie z firmy poufnych dokumentów _ – przyznaje. Według niego, przedsiębiorcy częściej zgłaszaliby takie sprawy, gdyby mieli świadomość, że naprawdę da się je rozwikłać.

Biznesmeni, którzy nie chcą iść do detektywa, mogą postawić na inne metody kontrolowania podwładnych. W przypadku samochodów służbowych podstawą jest system GPS, który umożliwia m.in. sprawdzenie aktualnej pozycji auta. Nie można natomiast zakładać pracownikom podsłuchów. To jest nielegalne. Sposobem na kradzieże będą natomiast kamery. _ – Ale nie może być tak, że szef je zamontuje przed magazynem czy w biurze i nic podwładnym nie powie – _ podkreśla Mariusz Sokołowski. Inspektor zaznacza, że o kamerach zawsze trzeba powiedzieć pracownikom, a odpowiedni zapis o monitoringu powinien się znaleźć w wewnętrznym regulaminie firmy.

Samo kontrolowanie pracowników sprawy jednak nie rozwiąże. _ – Bo oprócz tego trzeba ich edukować – _ twierdzi Władysław Frasyniuk. Według przedsiębiorcy, część pracowników ma zakodowane jeszcze po komunie, że aby przetrwać, trzeba kombinować. _ – Na szczęście takie podejście powoli się zmienia – podkreśla. _Ale trzeba dużo rozmawiać z podwładnymi, uświadamiać im, że na okradaniu i naciąganiu firmy na wydatki na dłuższą metę nie zyskają. Mogą za to stracić pracę, a o nową – w czasie kryzysu – wcale nie jest łatwo.

Czytaj więcej w Money.pl
Fiskus nie chce słuchać biznesu Obwiniony przedsiębiorca nie będzie miał prawa zaskarżenia do sądu niekorzystnej dla niego opinii rady.
Złodzieje pomysłów, czyli kto pierwszy ten lepszy Jeśli padłeś ofiarą nieuczciwego kolegi, nie pozostawiaj tego bez konsekwencji. Podjęcie odpowiednich kroków może ukrócić takie postępowanie.
Kodeks pracy do zmiany. Zobacz propozycje Nowe prawo przewiduje, że w Kodeksie pracy utrzymane będą trzy rodzaje umów o pracę tzn. umowy o pracę na okres próbny, na czas określony oraz na czas nieokreślony.
Tagi: praca, wiadomości, strategie firm, wiadmomości, gospodarka, strategie, najważniejsze, z rynku, czołówki
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz