Notowania

wiadomości
18.12.2013 07:18

Google, Ryanair i HP rozdają swoje produkty za darmo

Dziś najlepiej zarabia się na rozdawaniu tzw. darmochy. Bo klienci ją uwielbiają i zupełnie tracą czujność.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Piotr Blawicki/East News)
Michael O'Leary szef Ryanaira

Wpływy z biletów linii lotniczej Ryanair, zarządzanej przez jednego z największych wizjonerów biznesowych naszych czasów Michael'a O'Leary'ego, pokrywają zaledwie 30 procent kosztów przelotu. Tak samo robią producenci drukarek czy samochodów. Oto zasady tzw. darmowej ekonomii.

Wiele rzeczy, za które kiedyś musieliśmy płacić dziś możemy otrzymać za darmo. Trend ten jest szczególnie widoczny na rynku B2C, czyli na rynku, gdzie firmy oferują swoje produkty lub usługi odbiorcom indywidualnym.

Przykłady można mnożyć. Zespół muzyczny Radiohead zaczął rozdawać swoją płytę _ In Rainbows _ przez internet za darmo. Massachusetts Institute of Technology, jedna z bardziej uznanych uczelni technologicznych, za darmo w internecie publikuje swoje kursy. Także wiele przydatnych aplikacji na smartfony możemy dziś pobrać za darmo, przynajmniej w podstawowych wersjach.

Nie płacimy - i nigdy nie płaciliśmy - za korzystanie z Facebooka, który przecież pełni coraz istotniejsze role w życiu codziennym milionów ludzi na całym świecie. Dzięki niemu możemy mieć stały, darmowy kontakt ze znajomymi, co jeszcze piętnaście lat temu, w dobie telefonów komórkowych, nie było tak oczywiste.

O AUTORZE


Paweł Szwarcbach jest członkiem zarządu i koordynatorem ds. rozwoju Stowarzyszenia Mensa Polska. Obecnie doktoryzuje się z zarządzania na SGH. Od ponad 3 lat prowadzi działalność consultingową - zajmuje się głównie optymalizacją procesów i zasobów ludzkich w przedsiębiorstwach usługowych.
* W każdą środę w serwisie Manager.Money.pl będzie publikować felietony z poradami dla przedsiębiorców w zakresie zarządzania procesami, ludźmi i innowacją.* Takich portali jest znacznie więcej. LinkedIn, jeden z serwisów społecznościowych, działa już nieco inaczej, ale w wersji podstawowej, zupełnie wystarczającej dla większości użytkowników, także jest bezpłatny. Dlaczego tak się dzieje? Czy warto oferować swoje produkty lub usługi za darmo? Jak długo takie rozwiązanie jest opłacalne?

Ekonomia darmowych próbek

Powodów na ciągły wzrost liczby dóbr i usług oferowanych za darmo jest kilka. Pierwszym i najważniejszym jest szybki rozwój technologiczny, który drastycznie ułatwia powielanie i rozpowszechnianie danych. Przecież za sprawą drukarek 3D niedługo łatwość kopiowania dotyczyła będzie nie tylko tekstów czy obrazów, ale i przedmiotów. Skoro zatem kopia stała się równie dobra jak oryginał i łatwo dostępna za darmo, po co mamy płacić za pierwowzór?

To wyjaśnia zachowanie Radiohead i MIT. W pierwszym przypadku zespół, zamiast walczyć z piractwem przyjął następującą postawę: _ Oddajemy wam naszą nową muzykę za darmo. Jest ona tak dobra, że jak jej posłuchacie, to z pewnością zechcecie przyjść na nasz koncert. A tego nie da się skopiować. _ Oczywiście, koncerty się kopiuje, a jakość tych kopii także staje się coraz lepsza - z DVD przechodzimy właśnie na Blue Ray. Jednak atmosfery koncertu nie odda żadna płyta.

Podobnie postąpiło MIT: _ Nasze wykłady i wykładowcy są tak dobrzy, że jak przeczytasz materiały to sam zechcesz do nas przyjść i posłuchać tego, co mają do powiedzenia na ten temat nasi pracownicy dydaktyczni. _ To naprawdę działa!

Przykłady MIT i Radiohead świetnie pokazują na czym polega kross-subsydowanie, czyli jeden z pięciu modeli biznesowych freeconomics. Przedsiębiorca oferuje pewien produkt za darmo, aby napędzić popyt na inny, który sprzedaje już za pieniądze. W podobnym modelu działają np. sprzedawcy drukarek, którzy rozdają urządzenia drukujące niemal za darmo, a zarabiają na sprzedaży tuszy. Podobnymi prawami rządzi się rynek samochodowy. Samochody sprzedawane są z bardzo niskimi marżami, a producenci zarabiają głównie na sprzedaży kompletów narzędzi serwisom, które to zmieniają się z każdym kolejnym liftingiem danego modelu.

Podobnie funkcjonuje Ryanair, w przypadku którego na niektórych trasach cena biletu pokrywa zaledwie niecałe 30 procent kosztów przelotu, 43 procent pokrywa opłata za dodatkowy bagaż, a pozostałe 27 procent - dochody z reklam prezentowanych pasażerom, wewnętrzne subsydia z bardziej dochodowych lotów, opłaty za płatności kartą, opłaty za obsługę poza kolejnością, czy butelka wody.

Ty weź za darmo, zapłaci ktoś inny

Drugi model to oferowanie rozwiązań jednej grupie, a pobieranie za to wynagrodzenia od innej. Przykładem może być Google, który udostępnia wyszukiwarkę i pocztę e-mail za darmo, a pobiera wynagrodzenia za reklamy. W tym przypadku podejście jest o tyle zasadne, że im więcej osób korzysta z rozwiązań Google, tym inna grupa bardziej chce płacić za umieszczanie tam reklam.

Ten model będzie się najprawdopodobniej bardzo dynamicznie rozwijał w najbliższych latach i opierał na udostępnianiu pewnych rozwiązań celem pozyskiwania danych, które będą następnie sprzedawane innych podmiotom. Na tej zasadzie producenci udostępniają użytkownikom rozmaite aplikacje mobilne np. badające styl jazdy samochodem. Użytkownicy mają _ zabawę _, mogą porównywać swoje osiągi w czasie, rywalizować z innymi kierowcami, a ponieważ korzystanie z aplikacji wymaga rejestracji, dane te sprzedawane są ubezpieczycielom, którzy wykorzystują je na własne potrzeby.

Efekt skali

Kolejny model biznesowy darmowej ekonomii określany jest mianem freemium - od połączeniu słów free, czyli darmowy i minimum. W tym przypadku aplikacja z podstawowymi funkcjami jest darmowa, a dopiero w wersji rozszerzonej - płatna. Dzięki temu, mała liczba wymagających użytkowników płaci za możliwość dostępu do aplikacji dużej liczby mniej wymagających użytkowników. Rozróżnienie pomiędzy wersją płatną i bezpłatną nie musi przy tym ograniczać się do liczby oferowanych funkcjonalności. Produkty te mogą różnic się jakością lub wręcz obecnością wsparcia technicznego jak również obecnością bądź brakiem reklam.

Oprócz tego istnieją rozwiązania, które by osiągnąć sukces muszą osiągnąć tzw. poziom _ lock-in _, czyli musi z nich korzystać dostatecznie duża grupa użytkowników. Najbardziej jaskrawymi przykładami są tu standardy takie jak QWERTY czy VHS. Do niedawna, dobrym przykładem był też PC w konfrontacji z Apple. Te rozwiązania nie wygrały dlatego, że były lepsze, lecz dlatego, że w momencie podejmowania decyzji (w przypadku standardów przez producenta, w przypadku produktów przez użytkowników) były bardziej powszechne.

Nowy socjalizm

Ostatni model biznesowy z rodziny freeconomics to rynki niemonetarne. Kevin Kelly napisał kiedyś: _ Kiedy masy ludzi, którzy są właścicielami środków produkcji, pracują dla wspólnego celu i dzielą się swoimi produktami, kiedy ofiarowują pracę bez pensji i mają jej wyniki za darmo od innych ludzi, to wydaje się rozsądne nazywanie tego socjalizmem _. Produkty takiego nowego socjalizmu to Linux, czy Wikipedia. Choć w chwili obecnej trudno zaprojektować konkretny model biznesowy wykorzystujący takie ruchy społeczne, warto je obserwować, gdyż w najbliższym czasie mogą przybierać na sile.

Warto także obserwować osoby, które aktywnie angażują się w te działania. Mogą być bowiem świetnymi pracownikami. Działania na zasadzie wolontariatu świadczą o prawdziwym zaangażowaniu danej osoby. Dla przykładu - zatrudnienie informatyka aktywnego w pracach nad nowymi edycjami Linuxa, pozwala mieć nadzieję nie tylko na jego kompetencje, ale także zaangażowanie w pracę. A kiedy już pracodawcy przyjdzie do głowy pomysł na zarabianie pieniędzy na tych nowych, socjalistycznych ruchach, będzie mu o wiele łatwiej dotrzeć do gromadzących się wokół nich osób.

Jak widać z przytoczonych powyżej przykładów, wybór właściwego dla własnej działalności modelu biznesowego opartego na zasadach tzw. darmowej ekonomii, nie jest arbitralny. Poszczególne metody sprawdzają się w bardzo specyficznych warunkach. Jednak sukcesy finansowe takich firm jak Ryanair czy Google chyba najlepiej pokazują skuteczność tych strategii. Przedsiębiorcy nie pozostaje nic innego jak zaakceptować, że to, za co odbiorcy są gotowi płacić, ulegają bardzo intensywnym przemianom. Dlatego trzeba trzymać rękę na pulsie, bo jak widać nieraz zarobić najlepiej można oferując coś za darmo.

Czytaj więcej w Money.pl

Tagi: wiadomości, strategie firm, wiadmomości, gospodarka, strategie, zarządzanie, marketing i sprzedaż, najważniejsze, z rynku, czołówki, marketing i zarządzanie, case study
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz