Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
fryzjer
26.02.2014 06:16

Ubiorą kilkulatkę w buciki na obcasie i zafarbują jej włosy na fioletowo. Fryzjerzy i styliści dziecięcy to rozsądni ludzie, ale nic nie poradzą na to, że "klient ich pan"

Ubiorą kilkulatkę w buciki na obcasie i zafarbują jej włosy na fioletowo.

Podziel się
Dodaj komentarz
(ArtisticCaptures/iStockphoto)
Popyt na profesjonalne strzyżenie dzieci rośnie

Wyregulowane brwi, doklejane rzęsy, skóra spryskana samoopalaczem, włosy nakręcone na wałki, usztywnione lakierem. Kilkuletnim uczestniczkom amerykańskich Wyborów Miss daleko do naturalności. Ale niektórym dzieciakom w Polsce też niewiele do nich brakuje. Wszystko przez rodziców.

- _ Najpopularniejsze fryzury dla małych chłopców to: paź, grzybek lub irokez. Tak, nie przesłyszała się Pani, irokez. Ostatnio dziesięciolatkowi musiałam go jeszcze zafarbować na czerwono _ - wspomina fryzjerka Małgorzata Tomasiak z salonu Oaza Piękna. - _ Rzecz jasna, szamponetką, nie silną farbą fryzjerską. Ale nie ukrywajmy, z dziewiczych włosów, których jeszcze nikt nigdy nie koloryzował, barwa nie zejdzie po kilku dniach. _

Dziewczynki też lubią eksperymentować z kolorami. Niedawno na fotelu u Małgorzaty siedziała kilkuletnia miłośniczka fioletu. Miała takie piękne, długie, rude włosy. Nie było zmiłuj, jechała na wakacje i koniecznie chciała zrobić _ coś szalonego _. Na przykład fioletowe pasemka.

Małgorzata Tomasiak zaczynała jako fryzjerka dla dorosłych - Okazało się jednak, że jest ogromny popyt na profesjonalne strzyżenie i koloryzowanie dzieci - opowiada. Bo w wielu salonach maluchów się nie obsługuje. Są zbyt absorbujące. - Fryzjerzy godzą się na takiego klienta tylko wtedy, gdy jest cichutki i spokojny. Spójrzmy prawdzie w oczy. To nie zdarza się często. - _ Takie zamówienia nie zdarzają się codziennie _ - zastrzega fryzjerka. - _ Ale nie ukrywajmy, rodzice coraz częściej dają się ponieść fantazji _. Maluchy zresztą też. Bo idą z matką do salonu i widzą, że im tylko lekko podcięto grzywkę, a jest przecież cały zestaw możliwości! Mama wraca do domu w kolorowych włosach, krótszych z lewej, dłuższych z prawej strony... W domu biorą więc nożyczki i tną. I potem Małgorzata musi popisać się, jak sama mówi, _ dość nietypowym cięciem _ i na przykład goli dziewczynkom głowy z obu stron maszynką.

Po golarkę sięgnęła w swojej karierze także wtedy, gdy pewien ojciec postanowił wystylizować synka na małego gangstera i ostrzyc mu włosy krótko, przy samej skórze. Bo wcześniej pokłócił się z żoną i chciał jej zrobić na złość. - _ Matki raczej chcą ze swoich synów zrobić cherubinków, zapuszczając im trochę dłuższe loczki, lub gwiazdorów _ - zdradza fryzjerka. Ilu Justinów Bieberów stworzyła kilka lat temu, kiedy młodociany artysta święcił największe triumfy, nawet nie pamięta.

Histeria na fotelu i bańki mydlane

Rodzice przynoszą do salonu, w którym pracuje, nawet sześcio-, ośmiomiesięczne dzieci. To jednak sporadyczne przypadki, bo w dalszym ciągu żywy jest przesąd, który mówi, że do ukończenia roczku nie wolno ścinać włosów. Bo mądrość ucieka. Później nie ma już najmniejszych przeszkód.


Małgorzata Tomasiuk podczas pracy, fot. Arek KubaleMoże poza emocjami, jakie wizyta wywołuje w samym dziecku. - _ Często maluchy, które były wcześniej strzyżone przez rodziców w domu na siłę, mają uraz i pierwsza wizyta u fryzjera jest traumą _ - przyznaje Małgorzata Tomasiak. Zdarza się, że dziecko wymiotuje, wpada w histerię, rzuca w fotelu. Potrafi nawet uderzyć fryzjera. - _ Przedziwne, że dużo spokojniej zachowuje się, gdy przychodzi do salonu z nianią lub kimś z dalszej rodziny, na przykład babcią, a nie z rodzicami _ - dodaje fryzjerka. Może dlatego, że ci czasami zupełnie nie wiedzą, jak mają się zachować w salonie. Doskakują do dziecka, chcą je łapać, trzymać na siłę.

A Małgorzata tylko stoi i czeka. Wie, że jedno cięcie włosów może się rozwlec do kilu wizyt. Że jeśli uzna, że dziecku się zwyczajnie nie spodobała, to będzie musiał ją zastąpić kolega. Albo poprosi o pomoc recepcjonistę salonu, która włączy bajki na dużym telewizorze wiszącym na ścianie lub przez kwadrans będzie puszczać bańki mydlane.

Bo dłużej niż te kilka minut nie da się dziecka strzyc. Na fotelu bardzo szybko się nudzi. Idzie więc do kącika zabaw na jakąś chwilę, wraca na fotel, znów idzie się pobawić... I wizyta ostatecznie rozwleka się do 2 godzin. A rodzic płaci tyle, co za standardowe cięcie, czyli około 30 złotych. Nawet, jeśli będzie musiał wracać do salonu w tej jednej sprawie kilkakrotnie. - _ Okazuje się jednak, że to nie jest problem. Bo wymaga tego dopieszczenie fryzury. Nie ukrywajmy, rodzice lubią, gdy ktoś potem na ulicy zwraca uwagę na ich dziecko _ - kwituje Tomasiak.

Na następnej stronie przeczytasz, na czym polega praca stylisty dziecięcego

Ubierze dziecko _ świątecznie _, ale _ z pazurem _

Do podobnych wniosków doszła Małgorzata Przyłęcka, która od kilku lat pracuje jako stylistka dziecięca. Zgłaszają się do niej rodzice zbyt zapracowani i tacy, którzy zakupów boją się jak ognia. A takich, paradoksalnie jest niemało.

*Małgorzata Przyłęcka skończyła Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi * i pracowała jako dekorator, jednak stale ciągnęło ją do ubrań. Najbardziej lubiła stroić swoją Matyldę i dzieci siostry. W końcu kuzyn rozpuścił pocztą pantoflową informację po znajomych: ona pomoże wam ubrać dzieciaki! Pierwszy klient, znaleziony tym sposobem, miał kilkanaście tygodni. Szukała mu sukienki na chrzciny. Najczęściej dzwonią z błaganiem o pomoc tuż przed ważnymi świętami i uroczystościami rodzinnymi. Ostatnio - pewien bardzo zakłopotany pan. Szykował imprezę związaną z odnowieniem zaręczyn i bardzo chciał z klasą ubrać swoje kilkuletnie dzieciaki. _ Żona jest perfekcjonistką, ale niej liczy się każdy szczegół _ - tłumaczył. Ale co on, dojrzały facet, może wiedzieć o modzie dziecięcej? Zdał się na Małgorzatę.

Miało być _ nieco świątecznie _, bo zbliżało się Boże Narodzenie, ale też _ z pazurem _, żeby kreacje starczyły również na Sylwestra. Dziewczynka miała blond włoski, 120-kilka centymetrów, rozmiar 8. Chłopiec był nieco mniejszy. I tyle informacji wystarczyło. Bo stylistka nie bierze dzieci na wspólne zakupowe szaleństwo. Nie wypytuje ich o zainteresowania, ulubione kolory czy styl, jaki preferują. Zdaje się na własne wyczucie smaku.

Moja usługa nie może kosztować tyle, co rzeczy, które chcę dać dziecku, bo inaczej żadnemu rodzicowi nie by się to nie opłacało - zapewnia stylistka. Dlatego też, jeśli komplet ubrań zamyka się w kwocie 300 złotych, ona bierze mniej niż 100. A ono opiera się na minimalizmie i dodatkach. - _ Rodzice kupują dzieciom bluzeczki całymi stosami, na dodatek w firmowych salonach. A przecież dziecko wcale nie zwraca uwagi na markę. Wystarczy więc do prostych ubrań dokupić całą masę gumek lub kwiatków wpinanych we włosy i możemy sprawić, że maluch wygląda słodko i oryginalnie _ - tłumaczy. - _ Zupełnie nie rozumiem, po co wydawać i tysiąc złotych na ubrania dla dziecka, co, niech mi Pani wierzy, zdarza się nierzadko. Można przecież dużo mniej, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na przykład na książki _.

Dlatego też nie wstydzi się wyszukiwać ubrań dla swoich klientów na wyprzedażach i w lumpeksach. -_ Trzeba tylko dobrze poszperać i można znaleźć rzeczy w naprawdę dobrym stanie, kilkadziesiąt złotych taniej, niż w modowych salonach _ - dodaje. Na takim buszowaniu schodzi jej zwykle koło dwóch godzin. Potem z trzema kompletami jedzie do rodzica i przedstawia swoje racje. Że dziecko powinno być naturalne i kolorowe. Ale, oczywiście, ostateczny wybór należy do klienta. I jeśli matka uprze się przy bucikach na obcasie dla kilkulatki, to nie ma zmiłuj, trzeba będzie jej takie wyszukać.

Dzieciakom starym-maleńkim mówimy nie! - apeluje organizatorka Wyborów Małej Miss Dodaj wykresy do Twojej strony internetowej

Tagi: fryzjer, lifestyle
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz