Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
tenis
06.02.2006 10:35

Trendy na korcie

"Jeśli nie możemy zagrać z najlepszymi, to przynajmniej ubierajmy się jak oni" - ta myśl jest tak samo aktualna dziś, jak i 500 lat temu.

Podziel się
Dodaj komentarz

„Jeśli nie możemy zagrać z najlepszymi, to przynajmniej ubierajmy się jak oni" - ta myśl jest tak samo aktualna dziś, jak i 500 lat temu.

Moda na korcie zawsze miała wielkie znaczenie. Tenis i jego prekursorka jeu de pomme to sporty jak najbardziej towarzyskie, uprawiane w grupie i niemal zawsze przy sporej publiczności. Dlatego obok samej rywalizacji sportowej, osoba grająca, jej ubiór i sposób prezencji był bez ustanku pod baczną obserwacją.
Czymże różnią się wydarzenia z 1648 roku, gdy podczas meczów rozgrywanych przez hr. Baeforta z leżących nieopodal paryskich hal targowych zbiegało się dwa tysiące przekupek, które z zapartym tchem podziwiały bajeczną technikę wytrawnego gracza od XXI-wiecznych, wypełnionych po brzegi trybun kompleksu Rolanda Garrosa, które z zapartym tchem obserwują smukłą Venus Williams podczas otwartych mistrzostw Francji? Poza różnicą w czasie i miejscu akcji, to niczym.
Paryskie przekupki były nie mniej zafascynowane postacią legendarnego gracza w jeu de pomme (za samą możliwość oglądania hrabiego, były nawet gotowe pokryć jego przegraną!!), niż my dziś czarnoskórą Amerykanką.
Francuski arystokrata i dziewczyna z Florydy są w równym stopniu symbolem zafascynowania grą i jej oprawą. A gdy mówimy o oprawie, nie sposób nie wspomnieć o ubiorze...

*Niewygodny żupan *
„Przed grą książę Alfons zdejmował płaszcz obszyty gronostajami i futrem lamparcim, brokaty z błyszczącymi kamieniami i jedwabie utkane srebrem, aby się upodobnić do dworzan i służących. (...) Występował w kostiumie krótkim, pończochy miał przylegające lub stosownie do zwyczaju dobrze wciągnięte na uda. Stopy mieściły się w lekkich mokasynach z podeszwą ze skóry bawolej". Tak miłośnika wczesnych wersji tenisa - księcia Alfonsa II Este opisywał na przełomie XV i XVI wieku specjalista od jeu de paume Włoch Antonio Scaiano z Padwy.
Obok produkcji specjalnych piłek, pierwszych rakiet (wówczas raczej rękawic lub pacek) do tej dynamicznej gry używano także odpowiednich strojów wytwarzanych przez prawdziwych fachowców w swojej branży.
W relacjach pamiętnikarzy strój taki powinien być w miarę niekrępujący, bez utrudniających poruszanie ozdób, w miarę przylegający do ciała. Gracz powinien także zadbać o właściwe obuwie z solidną podeszwą i raczej bez koturnu. O tym, że podczas gry strój musi być odpowiedni najdobitniej przekonał się już w XIV wieku król Francji Ludwik X Kłótliwy. Podczas gry w podparyskim lasku Vincennes tak się zgrzał, że odpoczywając potem w cieniu zaziębił się i... umarł.
O tym, że tenis jest sportem niebezpiecznym świadczy fakt, iż król Francji Ludwik X zmarł tuż po sportowym pojedynku na korcie
Złośliwi twierdzą, że właśnie z powodu używanego do gry stroju tenis nie przyjął się wśród polskiej arystokracji w XVI wieku. Na krótko zawitał wtedy na Wawelu wielki miłośnik jeu de paume - Henryk Walezy, w historii tej gry znany bardziej jako król Francji Henryk III (wraz z braćmi Karolem IX i Franciszkiem II byli namiętnymi graczami). Trudno sobie bowiem wyobrazić polskiego szlachcica w kontuszu za kostki, żupanie i wysokich butach uganiającym się za piłką. Nieco tylko lepiej poszło kilkanaście lat później Zygmuntowi III Wazie, który z zamiłowaniem grywał w piłkę na Wawelu. Niestety głównie z cudzoziemcami.

Długie spodnie i gorsety
Już w czasach rozwoju nowoczesnego tenisa, a więc od połowy XIX wieku, autorzy opisujący tą grę nie zapominają o opisach strojów występujących zawodniczek i zawodników.
Trzeba w tym miejscu dodać, że niemal od początku była to dyscyplina uprawiana tak przez mężczyzn, jak i kobiety. Nie wiadomo, czy taki był zamysł majora Waltera C. Wingfielda, twórcy reguł nowoczesnego tenisa, ale od lat 60-tych XIX wieku na powstających jak grzyby po deszczu kortach pojawiały się kobiety. Aż trudno sobie wyobrazić, że początkowo występowały w długich sukniach, sztywnych kołnierzykach i kapeluszach (niezbędna ochrona przed słońcem).
Gdy w 1997 roku, w ramach zapowiedzi turnieju wimbledońskiego 16-letnia Martina Hingis zgodziła się na sesję zdjęciową w stroju Lottie Dodd, triumfatorki Wimbledonu sprzed 110 lat, Szwajcarka nie mogła się nadziwić jak jej równolatka mogła w takim stroju biegać po korcie. Długa spódnica i gorset skutecznie ograniczały ruchy.
Panowie w tym czasie grywali w długich spodniach, eleganckich koszulach, niekiedy również w kamizelkach. Jedynymi dopuszczalnymi kolorami była biel i bardzo jasny beż. Kolory, które Anglicy do tenisa przenieśli z innej swojej dyscypliny narodowej - krykieta.
Po przeniesieniu tenisowego szaleństwa na śródziemnomorską Riwierę (w 1881 roku z inicjatywy braci Renshaw powstaje pierwszy kort w Cannes), znane francuskie domy mody zaczęły w swoich kolekcjach uwzględniać stroje do gry w tenisa.
Właśnie bliźniacy James Ernest i William Charles Renshaw stali się przez następne dziesięciolecie głównymi prekursorami nowego stylu gry i jednocześnie tenisowej mody. W latach 80-tych zdobyli łącznie 13 tytułów na wimbledońskiej trawie (William siedem w singlu, James jeden oraz wspólnie pięć w deblu) pokazując przy tym wiele nowych zagrań i własny styl ubierania się.
Obaj blondyni, zawsze elegancko uczesani z przedziałkiem na głowie i starannie wypomadowanymi włosami, wychodzili na kort w długich, białych spodniach, w koszulach z twardym kołnierzykiem z podwiniętymi rękawami. Ponieważ byli niemal identyczni, nieraz dla odróżnienia, jeden z nich zakładał dodatkowo sweter.
Mimo to wielu ich myliło.
Z początkiem XX wieku o kolejny przełom postarała się Amerykanka May Sutton, pochodząca z Kaliforni. Była nie tylko pierwszą zwyciężczynią Wimbledonu spoza Anglii (w 1905 roku), ale jako pierwsza kobieta zagrała na londyńskiej trawie w bluzce z krótkim rękawem i spódnicy krótszej o kilkanaście centymetrów niż rywalki. Angielska publiczność przyjęła to z pełnym spokojem. Może dlatego, że zrobiła to Amerykanka a może dlatego, że do odsłonięcia kolan ciągle brakowało paru centymetrów.

French Girl
O te kilka centymetrów postarała się tuż po I wojnie światowej największa gwiazda francuskiego tenisa kobiecego - Suzanne Lenglen. W 1919 roku na trawie Wimbledonu jej finałowy pojedynek z Dorotą Lambert Chambers (mistrzynią z 1914 r.) był nie tylko symboliczną zmianą pokoleń na korcie. Lenglen wniosła na londyńską trawę francuski wdzięk, lekkość i frywolność także w stroju. Jej spódnica była o kilka centymetrów krótsza niż angielskiej mistrzyni a pończochy kończące się tuż za udami pozwalały od czasu do czasu, przez ułamek sekundy, zobaczyć kawałek gołej nogi Francuzki.
Nic dziwnego, że rok później, po jej drugim zwycięstwie w Londynie władze All England Club zdecydowały wybudować nowy kort centralny mieszczący 17 tys. widzów. „French Girl" przyciągała na trybuny tłumy a jej mecze odbywały się zawsze przy pełnej widowni.
Po kolejnych pasmach sukcesów stroje dla Lenglen przygotowuje słynna paryska firma Jean Patou. Znakiem rozpoznawczym Francuzki staje się diamentowa broszka wpięta w sweter i kolorowa opaska na włosy z delikatnego tiulu. Sweter i opaska obowiązkowo w tym samym kolorze. Tysiące kobiet ubiera się podobnie naśladując tenisową mistrzynię.
W kolejnych latach zawodniczki, w tym i polska mistrzyni Wimbledonu Jadwiga Jędrzejowska, już tylko szły drogą wskazaną przez Lenglen coraz to bardziej skracając długość spódniczek. Aż po niemal 70 latach od czasów „cudownej Suzanne" pojawiło się coś nowego - krótkie spodenki u kobiet...

Arystokraci i dżentelmeni
Tak naprawdę krótkie spodenki pojawiły się oczywiście wcześniej, bo jeszcze w latach 30-tych, tyle że zaczęli je nosić mężczyźni. Wywołało to prawdziwą burzę. Świat tenisistów podzielił się na dwa nieprzejednane obozy i w czasie gdy jedni hołdowali nowej modzie, byli tacy, którzy długich spodni nie „zdradzili" do końca kariery.
W marynarce na kort? Niezmiennie w takim stroju grał Gottfried von Cramm
Do tych drugich należał najbardziej chyba utytułowany w tym czasie arystokrata na kortach - Niemiec baron Gottfried von Cramm. Nazywany „dżentelmenem kortów", nie tylko był nieprzeciętnie przystojny i posiadał szeroki repertuar zagrań, to zawsze był nieskazitelnie ubrany na korcie. Jego styl z jednorzędową marynarką (najbardziej lubił prążkowane) lub białym swetrem i śnieżnobiałą koszulą naśladowało wielu mężczyzn. W latach 30 -tych stał się niezwykle popularny w Niemczech i zagranicą, co zresztą nie przyniosło mu szczęścia - w 1938 roku wytoczono mu proces i skazano za naruszenie norm obyczajowych.
Ostatni występ von Cramma, w nieodzownych białych flanelowych spodniach, miał miejsce w 1953 roku w Paryżu. W meczu Pucharu Davisa Niemcy przegrały z gospodarzami 1:4. Von Cramm uległ młodszemu o 20 lat Francuzowi (grającemu oczywiście w szortach) dopiero po pięciu setach.
Podobnym „uporem" przy długich spodniach wykazał się inny szlachetnie urodzony tenisista - król Szwecji Gustaw V. Choć nigdy nie był wyczynowym tenisistą, w świecie sportowców był bardzo znany, właśnie z zamiłowania do „białego sportu" i... długich spodni.

Już tylko Wimbledon
Po upowszechnieniu się szortów, co stało się po II wojnie światowej, nic właściwie rewolucyjnego w tenisowej modzie już się nie wydarzyło z wyjątkiem... kolorów.
Pierwszym, który odważył się zburzyć mit „białego sportu" był nastolatek z Las Vegas. Andre Agassi, w co może dziś trudno uwierzyć, nazywany był pod koniec lat 80-tych „rajskim ptakiem" i w takich też kolorach prezentował się na korcie. Szokował publiczność dżinsowymi spodenkami, farbowana fryzurą z długimi „piórami" i pociągnął za sobą większość tenisistów młodego pokolenia.
A dziś wszyscy, występujący na światowych kortach starają się prześcigać konkurencję w realizacji nowych „kolorowych" pomysłów na zaistnienie i wykreowanie nowej mody. Siostry Williams szokują kusymi strojami i kolorem butów, Anna Kurnikowa obcisłymi bluzkami, Tommy Haas koszulką bez rękawów, Patrick Rafter, Gustavo Kuerten czy Marat Safin kolorystycznymi zestawieniami i tylko w jednym miejscu, raz do roku wszyscy ubierają się identycznie. Na Wimbledonie ciągle rządzi biel.

Tagi: tenis, moda, sport, wimbledon, styl, Sport i podróże, lifestyle
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz