Notowania

ryanair
07.05.2016 09:00

Ryanair w money.pl: wycofujemy się z samodzielnych lotów do USA. Ale negocjujemy z innymi przewoźnikami

Mimo zapowiedzi szefa tego nisko kosztowego przewoźnika lotniczego Michaela O'Leary, nie polecimy samolotem Ryanair za ocean. Możliwe jednak, że już w niedalekiej przyszłości za takie loty będziemy płacić znacznie mniej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Ryanair)

O lotach liniami Ryanair za ocean możemy zapomnieć. Firma ostatecznie wycofuje się z tego pomysłu. Możliwe jednak, że za takie loty będziemy płacić znacznie mniej. - Przymierzamy się do współpracy z innymi przewoźnikami. W tej chwili dogrywamy kwestie odpowiedzialności za przewóz bagażu na lotach łączonych - ujawnia w wywiadzie dla money.pl Olga Pawlonka, dyrektor sprzedaży i marketingu Ryanair na Europę Środkową i Wschodnią.

Krzysztof Janoś, money.pl: Przed rokiem Michael O'Leary zapewniał mnie, że już wkrótce polecę Ryanairem za Atlantyk.Martwił się, jak wobec nowych planów zmotywować pilotów do brania lotów do Rzeszowa. Dziś jednak nikt już nic nie mówi o tym pomyśle.

Olga Pawlonka: Bo upadł. Rezygnujemy z połączeń transatlantyckich. To jest oficjalna decyzja zarządu.

W ogóle, czy na razie?

W najbliższym czasie nie ma takich planów.

*No tak, ale wcześniej też miała to robić siostrzana firma. *

Z tego pomysłu też zrezygnowaliśmy. Nie będziemy tego robić z prostej przyczyny. Nie mamy samolotów, które mogłyby dolecieć za ocean. Gdybyśmy chcieli to robić na odpowiednią skalę, wiązałoby to się z zakupem co najmniej 50-60 takich maszyn.

Chyba nie chce mi pani powiedzieć, że takiego przewoźnika jak Ryanair nie stać na to.

Nie chodzi o pieniądze. Po prostu tych samolotów fizycznie nie ma i gdybyśmy teraz złożyli zamówienie, dostalibyśmy je dopiero za 5 lat. Zakup samolotów używanych nie wchodzi w grę. Na takich długich trasach komfort pasażerów to kluczowa sprawa. Wiemy, jak wyglądają maszyny linii long haulowych. Nie chcemy od tego wysokiego poziomu odbiegać.

*Może warto jednak poczekać te 5 lat i nie rezygnować z wielkiej wizji tanich lotów za ocean? *

Nie będziemy czekać. Mamy zupełnie inny pomysł. Przymierzamy się do współpracy z innymi przewoźnikami i widzimy duże szanse na porozumienie. W tej chwili dogrywamy kwestie odpowiedzialności za przewóz bagażu na lotach łączonych.

Z kim jesteście tak blisko porozumienia?

Rozmawiamy z kilkoma przewoźnikami, z Norwegianem, Air Lingusem, ale też innymi. Ostatecznie jednak nie zapadły jeszcze żadne decyzje.

Kupowałbym bilet Ryanaira, leciał waszym samolotem na lotnisko przesiadkowe i w maszynie innego przewoźnika dolatywał za ocean?

Tak, ale powtarzam, że to jeszcze nic pewnego.

A cena byłaby taka jak w Ryanair?

Takich szczegółów jeszcze nie mogę podać. Pomysł polega po prostu na tym, by połączyć siły i wspólnie oferować loty długodystansowe.

Ale dla pasażera to jednak cena będzie decydować o zakupie. Z jakiegoś powodu musi chcieć się przesiadać.

Rozumiemy to i dlatego chcemy wykorzystać naszą największą siatkę połączeń w Europie, z którą nikt nie może konkurować. Nie możemy jednak zaproponować lotów za ocean. Dlatego chcemy pasażerów dowozić wszędzie tam, gdzie z naszym partnerem mogliby podróżować dalej.

*Wracam jednak do zapowiedzi Michaela O'Leary. Przed rokiem mówił, że możliwe, iż będzie to nawet coś w okolicy 100 dolarów za lot w jedną stronę. *

Nie odpowiem dziś na to pytanie. Na razie dogadujemy się na poziomie czysto technicznym.

Połączenie z warszawskim lotniskiem Chopina zapowiadaliście od dawna. Jesienią będzie to możliwe z Gdańska i Wrocławia. Wydawało mi się jednak, że koncepcja była inna i miała dać pasażerom możliwość przesiadek do waszych samolotów, by lecieć dalej w świat. Tymczasem pasażerowie lądujący w porcie Chopina, już dalej z wami nigdzie nie pofruną. Ponowna zmiana koncepcji.

Do tej pory byliśmy linią typu point to point, oferującą loty do ostatecznego celu podróży.

Tyle, że w zeszłym roku O'Leary mówił, że macie ambicje towarzyszyć swoim klientom w dalszych podróżach. Stąd pomysł na to, by lądować na głównych lotniskach i z nich startować dalej.

Tak, ale obecna sytuacja, czyli sukces Modlina, sprawiła, że musieliśmy zmienić koncepcję. Modlin ma przepustowość na poziomie 3,5 miliona pasażerów rocznie i to jest absolutne maksimum. W tym roku z tego lotniska obsłużymy 2,8 mln pasażerów na trasach międzynarodowych. Na lotnisku Chopina będzie to 650 tys. Nie jesteśmy w stanie rozwijać się bardziej w Modlinie.

Czyli na razie nie będzie w Polsce połączeń Ryanair między głównymi lotniskami?

Zaczynamy od połączeń Wrocławia i Gdańska z Lotniskiem Chopina. Takie są nasze obecne możliwości flotowe. Niestety, tego, o co pan pyta, na razie nie jesteśmy w stanie zrobić.

*Może pomogą dodatkowe samoloty. W ostatnim czasie do baz, również i tych w Polsce, trafiają nowe maszyny. *

Na sezon zimowy 2016/17 tego roku do Polski trafią kolejne 3 samoloty. Od jesieni 2015 do końca 2016 r. na europejskie lotniska dołączy ok. 60 maszyn.

*To daje duże możliwości rozbudowy siatki połączeń. *

Oczywiście. Także tych krajowych, gdyż do tej pory mieliśmy w bazach w Polsce 8 samolotów. Teraz będzie ich już 11, a nie ogłosiliśmy jeszcze pełnej oferty na wspomniany sezon zimowy.

*Mam nadzieję, że pojawią się, jeszcze jakieś nowości, bo zgodnie z zapowiedziami do końca tego roku powinno powstać 20 nowych połączeń. *

To praktycznie już zostało wykonane, ale nie wszystko jeszcze ogłosiliśmy. Jest 8 nowych z Modlina, 4 z Wrocławia, kolejne 3 z Gdańska, 1 z Poznania. Z całą pewnością będzie około 20.

Zatem przynajmniej tutaj się udało.

Myślę, że tak naprawdę wszędzie nam się udało.

*No do USA jednak Ryanairem nie polecę, a już się szykowałem. Dziwi mnie rezygnacja z tego projektu tym bardziej, że paliwo jest w tej chwili bardzo tanie. Poza tym macie jego spore zapasy zakupione po minimalnych cenach. *

Ale nic z tego nie będzie, bo, jak już powiedziałam, nie ma samolotów, a na używanych latać nie będziemy.

Na drugiej stronie przeczytasz o tym dlaczego i o ile bilety Ryanair mogą być jeszcze tańsze

Dobrze, zostawmy Stany, pozostańmy na Starym Kontynencie. Niech pani powie, o ile stanieją wasze bilety ze względu na te potężne zapasy paliwa? Oszczędności muszą być ogromne.

To prawda, kształtują się w okolicach 430 mln euro.

*W takim razie aż się prosi obniżyć ceny biletów! Gwarantuję, że wdzięczność i przywiązanie pasażerów do marki będą w związku z tym na rekordowo wysokim poziomie. *

Oczywiście, można tak zrobić, ale pamiętajmy, że firma ma swoich współudziałowców.

I oni też chcą coś z tego mieć...

No tak już jest. Poza tym zapas ma być gwarancją bezpieczeństwa na wypadek np. wojny cenowej z innymi przewoźnikami. Wtedy da nam to pewną swobodę w obniżaniu cen.

Jak znaczną?

Biorąc po uwagę sumę 430 mln przy 100 mln pasażerów rocznie, możemy - oczywiście statystycznie rzecz ujmując - obniżyć cenę każdego biletu o ponad 4 euro.

Chcecie pozostać tanim przewoźnikiem, który będzie proponował także biznesowe produkty. Michael O'Leary uważa, że biznesmeni zmienili się przez ostatnie 20 lat. Kiedyś oczekiwali dużej wygody, darmowego szampana do picia, pysznych, ciepłych posiłków na pokładzie. Teraz bardziej zależy im na czasie, niż na wygodach. Chcą szybko się odprawić, dolecieć i wrócić. I to w wszystko za niewielkie pieniądze.

Rzeczywiście, obecnie przede wszystkim chcą latać na czas. Cenią sobie sprawność obsługi, czyli nasze szybkie ścieżki odprawiania, priorytety przy boardningu, wybór miejsca w samolocie. Ale najważniejsze jest to, że 92 proc. naszych lotów to są rejsy na czas. Zatem naprawdę gwarantujemy punktualność. A jeśli chodzi o połączenia między hubami, bo zapewne do tego pan zmierza, to rzeczywiście zaczęliśmy to robić w dużych europejskich miastach.

*Ale my też jesteśmy w Europie. *

Oczywiście, że tak i my też tu działamy, ale ruch międzynarodowy w głównej mierze odbywa się z drugiego warszawskiego lotniska, czyli Modlina. Na lotnisko Chopina przenieśliśmy loty krajowe. Ale to nie jest koniec zmian, bo ciągle jeszcze prowadzimy rozmowy z lotniskami i wiele może się wydarzyć. Na tym etapie jednak nie chciałabym mówić o szczegółach.

*A jaki jest pomysł na polskich biznesmenów? Nadal będą z wami latać, bo tanio i punktualnie, ale może jednak warto dorzucić coś jeszcze do tego pakietu korzyści? A może jesteście już wystarczająco zadowoleni z tego, jak bardzo wzrasta ten segment wśród waszych klientów. *

Już teraz 27 proc. wszystkich naszych pasażerów deklaruje, że lata w ramach podróży biznesowych. Po lotnisku Heathrow, które uchodzi za typowo biznesowe, widać, ilu pasażerów stamtąd znika i przenosi się do Stansted, skąd my latamy, bo jest po prostu taniej i szybciej.

Rozumiem, że trzymacie się tej strategii, ale czy świat wielkiego biznesu jeszcze coś od was dostanie? Jakąś wisienkę na torcie?

Może nią być nasza nowa propozycja – możliwość wynajęcia prywatnego odrzutowca. Mamy luksusową wersję Boeinga 737 700. Rzędy tradycyjnych foteli zostały zastąpione przez bardziej luksusowe siedzenia, a na pokładzie dostępne może być również wykwintne jedzenie.

Ile to kosztuje?

Koszty uzależnione są od bardzo wielu różnych czynników i opłata oczywiście w żaden sposób nie może być stała.

Rozumiem, że ten samolot do wynajęcia to twórcze rozwinięcie waszego hasła "Always Getting Better”. Ja bym jednak chciał np. wygodniej latać na narty. Nie możecie wprowadzić jakiejś specjalnej oferty dla takich klientów?

Always Getting Better to program udogodnień i innowacji dla 106 milionów naszych pasażerów. A to jest propozycja typowo biznesowa. Mówi pan zapewne o opłatach za sprzęt sportowy i bagaż dodatkowy. Jesienią po raz kolejny obniżyliśmy dla nich ceny.

*Ale ciągle bywa tak, że przewóz nart i sprzętu z butami w dodatkowej walizce jest droższy od samego biletu. *

To też może się jeszcze zmienić, ponieważ upraszczamy naszą politykę dotyczącą bagaży i w ciągu kilku tygodni z mnóstwa opcji zostanie sześć przejrzystych ofert do wyboru.

*Ale jeszcze ceny proszę obniżyć, bo pozostaniecie linią, którą fajnie jest polecieć z plecakiem, ale już na wakacje z deską niekoniecznie. *

Z tego co wiem, to biorąc pod uwagę średnie koszty, które do tej pory ponosili nasi klienci w związku z bagażem dodatkowym, będą niższe we wspomnianej nowej taryfie.

*Może i za bilety Polacy zapłacą mniej, bo dwie kluczowe inwestycje w tej części Europy, którą pani zarządza, lokalizujecie w naszym kraju. We Wrocławiu powstaje baza techniczna z hangarami i IT Lab, które będzie obsługiwało całą firmę. Wyraźnie macie słabość do naszego kraju i Wrocławia. *

To prawda, jesteśmy bardzo mocno związani z tym miastem. We Wrocławiu była pierwsza nasza baza w Polsce. Świetnie nam się tu ze wszystkimi współpracuje i dobrze się tu czujemy. Nie ma sensu zmieniać czegoś, co znakomicie funkcjonuje. Dlatego mamy dalekosiężne plany związane z tym regionem, jak i całym krajem.

*W moich uszach to pobrzmiewa już trochę jak mantra. Na każdej konferencji Ryanaira słyszymy, że Polska to perspektywiczny rynek. To dlatego, że ciągle tak mało latamy na tle innych Europejczyków? *

Tak, te różnice są bardzo duże. W Polsce przy około 38 mln mieszkańców sprzedaje się rocznie 30 mln biletów. Tymczasem w Irlandii, gdzie mieszka zaledwie 4,6 mln ludzi, sprzedaje się dokładnie tyle samo biletów. Takie współczynniki są w innych krajach, zwykle jest to kilka podróży lotniczych w roku na jednego mieszkańca. W Polsce to ciągle nie jest nawet jedna, ale my to zmieniamy i ostatecznie zmienimy.

*Sprawdźmy więc, jak realizujecie tę swoistą misję. Przed rokiem zapowiadaliście szybkie przekroczenie pułapu 7 mln pasażerów rocznie, a w 2017 roku miałaby być przełamana bariera 10 mln. Jak idzie? Cel ciągle realny? *

Poprzedni rok finansowy zakończyliśmy nie 7 milionami pasażerów, a ponad 8. Z dotychczas ogłoszonych połączeń na rok obecny będzie to według nas 8,8 mln, a nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Myślę, że 10 milionów osiągniemy znacznie szybciej.

Zobacz także: Z Warszawy do Dubaju będą latać nowocześniejsze samoloty:

Tagi: ryanair, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska, wiadomości managera
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz