Notowania

inne
05.11.2014 08:36

Mur Berliński jest symbolem piętna, które przez lata dzieliło dwie bliźniacze wioski

Friedrich-Wilhelm Lenz miał zaledwie kilka miesięcy, kiedy w jego rodzinnej miejscowości postawiono mur, który podzielił 75 - hektarowe gospodarstwo należące do...

Podziel się
Dodaj komentarz

Friedrich-Wilhelm Lenz miał zaledwie kilka miesięcy, kiedy w jego rodzinnej miejscowości postawiono mur, który podzielił 75 - hektarowe gospodarstwo należące do jego ojca. Bariera przedzieliła oborę, a nawet stojącą na ziemi rodziców mężczyzny restaurację. Był rok 1952, kiedy władze Wschodnich Niemiec wzniosły drewnianą barierę, która rozdzieliła bliźniacze miasta Zicherie w kapitalistycznych Niemczech Zachodnich i Boeckwitz na komunistycznym wschodzie. Obie miejscowości przez stulecia funkcjonowały jak jedna. Przez wiele lat na ich pograniczu leżało gospodarstwo należące do rodziny Lenz. Wiele lat przed tym, jak upadł Mur Berliński, czego 25 rocznicę będziemy obchodzić w tą niedzielę, Wschodnie Niemcy rozpoczęły politykę uszczelniania wewnętrznej granicy z Niemcami Zachodnimi, budując trwały mur ciągnący się na długość prawie tysiąca czterystu kilometrów (870 mil), dzielący wspólnoty, przyjaciół i rodziny. Rodzina Lenz boleśnie odczuła traumę tego podziału. Friedrich Wilhelm Lenz, były mieszkaniec
Boeckwitz, zmuszony do ucieczki z miasta: Mój ojciec nigdy nie przestawał śnić o swoim gospodarstwie. Mówił mi wciąż, że nie ma nic trwalszego od własności. Nigdy nie powiedział "Pewnego dnia odzyskamy naszą własność", bo i tak nikt by w to nie uwierzył. Sytuacja stała się bardziej skomplikowana, kiedy w 1961 roku postawiono mur. My byliśmy tutaj, a moja siostra została na wschodzie, ponieważ chciała skończyć szkołę. Później planowała do nas dołączyć. Ale nagle okazało się, że to nigdy nie będzie możliwe. To była dla nas brutalna i straszna wiadomość. Willi Schuette, były mieszkaniec Boeckwitz: Stałem w Zicherie i chciałem mu zrobić zdjęcie (żołnierzowi z Niemiec Wschodnich, który stał przy oknie). Ale on nagle podniósł karabin i wycelował go we mnie tak, jakby chciał do mnie strzelić. Ogarnął mnie strach, bo po mojej stronie, na Zachodzie, nie było żadnych strażników granicznych. Odwróciłem się i chciałem odejść, ale chciałem popatrzeć jeszcze raz. Zobaczyłem, że żołnierz odchodził i wtedy właśnie zrobiłem
mu to zdjęcie. Gerhard Borchert, burmistrz Brome: Wydaje mi się, że dzisiaj ludzie na nowo się do siebie zbliżają. Spotykają się na wydarzeniach sportowych, w kołach łowieckich albo śpiewają razem. Wiele spraw wróciło do normalności.

Tagi: inne, liveinfo
Źródło:
LiveInfo
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz