Cegielski zmienia branżę. Po 165 latach istnienia

Cegielski zmienia branżę. Po 165 latach istnienia

Fot. archiwum prywatne

Firma Hipolit Cegielski Poznań powstała w 1846 roku i jest legendą miasta. Początkowo niewielki, rodzinny warsztat przekształcił się przez lata w przedsiębiorstwo zatrudniające nawet 1600 pracowników. Niedawni specjaliści w dziedzinie silników okrętowych dziś chcą podbić rynek zielonej energii.

Money.pl: Czy z zakładów Cegielskiego nie wyjedzie już żaden silnik do statków?

Jarosław Lazurko, prezes spółki Hipolit Cegielski Poznań: Ostatni taki napęd dostarczyliśmy 3 lata temu. Od tamtego czasu nie mieliśmy żadnego nowego zamówienia. Co prawda wciąż szukamy kontrahentów, ale nie ma się co oszukiwać. Praktycznie w Europie nie ma rynku zbytu na silniki dwusuwowe, bo nie buduje się tutaj dużych statków frachtowych. Jedynie w Chorwacji stocznie jeszcze budują takie jednostki, ale sami mają trzy firmy wytwarzające silniki i na dodatek są one na wybrzeżu, w stoczniach. My musieliśmy po próbach każdy silnik rozmontowywać na części i po przetransportowaniu na wybrzeże ponownie montować.

Warto też porównać nasz potencjał z firmami w Azji. HCP był w stanie wyprodukować w ostatnich latach około 20, może 30 takich silników. Są firmy w Korei, które potrafią wykonać ich rocznie kilkaset i również na wybrzeżu, gdzie są bezpośrednio wkładane dźwigiem do maszynowni statku lub na barkę do transportu do innej stoczni. Przy takiej organizacji i skali produkcji są naprawdę konkurencyjni. Zatem nie sądzę, abyśmy mogli jeszcze wrócić do tego biznesu. Jednak proszę zwrócić uwagę, że mniej więcej co 50-60 lat HCP zmienia swój profil produkcji i właśnie minęło ponad pół wieku od czasu, gdy głównym produktem były silniki do statków. Sądzę, że firma wyjdzie dobrze na zamianie ich na urządzenia do wytwarzania energii z gazu, czy z odnawialnych źródeł energii. A do tego możemy czasem także wykorzystywać silniki dwusuwowe, które dotąd były przeznaczane dla stoczni, chociaż jak dotąd są to projekty bardzo niszowe.

Czy spółka będzie się bilansować na produkowaniu komponentów do wytwarzania energii z gazu lub biogazu? Przecież nie macie własnego silnika, tylko wykorzystujecie silniki innych firm.

Jest szansa, że już w tym roku osiągniemy dodatni wynik, ale nie jesteśmy zadowoleni ze struktury naszego bilansu. Problemem jest ciągle zbyt niski poziom przychodów, co wynika głównie z tego, że nie mamy wypracowanego nowego produktu. Jednak, tak jak wcześniej mówiłem, ważne jest abyśmy budowali swoją pozycję na nowym dla nas rynku energii. Temu ma też służyć montowanie w siłowniach jednostek innych firm, np. Waukeshy.

Silnik stanowi około 30 procent wszystkich kosztów wybudowania siłowni. Dla nas istotne jest, że pozostałe 70 procent wytwarzamy sami, przez co poprawiamy nasze wyniki. Sądzę, że docelowo, w przypadku tych mniejszych siłowni o mocy 1 czy 2 MW, dalej będziemy wykorzystywać silniki innych firm, zwłaszcza, że jest dość duża podaż na rynku tego typu jednostek. Przy większych mocach, powyżej 8 MW chcemy opracować własny silnik czterosuwowy spełniający współczesne wymagania. Jak na razie takie silniki oferują tylko trzy firmy na świecie, więc tutaj widzimy naszą szansę na powalczenie o miejsce na rynku.

Kiedy zatem można się spodziewać napędu autorstwa konstruktorów HCP i kiedy taka inwestycja może się zwrócić?

Obecnie jesteśmy na etapie koncepcyjnym tego silnika. Sądzę, że za 3 lata, może trochę szybciej będziemy mieć już prototyp takiej jednostki. Prace powinny przebiegać dość szybko, ponieważ współpracujemy z partnerami zewnętrznymi, którzy mają duże doświadczenie. Co do kwestii zwrotu z tej inwestycji, to ten parametr w dużym stopniu zależy też od tego jak wykorzystamy nasze obecne szanse. Musimy sprawić, że będziemy cały czas zdobywać nowe kontrakty i zyskiwać znaczenie na rynku. Ważne jest też, żeby konstruowany silnik był na jak najwyższym poziomie jeśli chodzi o parametry sprawnościowe. Niemniej, z naszych obliczeń wynika, że przy pozytywnym scenariuszu w ciągu 5 lat kwoty zainwestowane w opracowanie własnej jednostki powinny się już zwrócić.

Od kiedy został Pan ponad 2 lata temu Prezesem HCP, wprowadził Pan dość drastyczne cięcia. Firma pozbyła się dwóch spółek-córek oraz nieruchomości. Znacznie spadło też zatrudnienie. Czy to koniec cięć w HCP, czy może jeszcze kolejne fazy zaciskania pasa czekają firmę?

Fabryka Pojazdów Szynowych została sprzedana w czasie głębokiego kryzysu, kiedy potrzebowaliśmy pieniędzy na ratowanie głównej spółki, całkowicie pozbawionej kontraktów i przychodów. Dzięki temu mogliśmy choć na chwilę wypłynąć na powierzchnię, rozliczyć się z pracownikami i rozpocząć restrukturyzację. Z kolei środki ze sprzedaży Fabryki Silników Agregatowych jeszcze do nas nie wpłynęły, ponieważ cały proces transakcji nie został zakończony i na razie te pieniądze są na koncie powierniczym. Kiedy je już otrzymamy będziemy mogli je częściowo przeznaczyć na inwestowanie w rozwój biznesu, w tym na nasz własny nowy silnik.

A czy zmniejszy się jeszcze zatrudnienie?

Uważam, że człowiek jest w firmie najważniejszy, ale nie może być ważniejszy od samej firmy. Niestety przez wiele lat HCP miała silnie wyznaczoną misję dawania pracy jak największej liczbie ludzi bez względu na okresowe wahania koniunktury w prowadzonym biznesie. A tego żadne przedsiębiorstwo na dłuższą metę nie jest w stanie wytrzymać, bo to oznacza brak ciągłego podnoszenia efektywności działania, co jest celem każdej normalnej firmy. Efekt po latach jest taki że w Chinach jedna z firm wytwarzających w tym roku 28 silników zatrudnia około 530 pracowników a Cegielski przy podobnej produkcji miał załogę na poziomie około 1600 osób. Chcę, aby HCP był postrzegany jako firma, która przede wszystkim robi biznes i przez to daje zatrudnienie dla dokładnie tylu osób ile naprawdę w danym okresie potrzebuje. Ponieważ tego nie było, niestety musiało nastąpić znaczne cięcie etatów. Ale z drugiej strony wprowadziliśmy ciekawe systemy premiowania oraz monitorowanie efektywności pracy. To już przynosi efekty i jestem pewien, że będzie przynosić jeszcze lepsze. Dzięki temu HCP staje się normalną firmą.

Przeczytaj wywiad Money.pl



Orbis już wie, jak zyska na Euro 2012

Co okazało się najtrudniejsze w prowadzeniu przedsiębiorstwa, które z jednej strony tonęło w długach, a z drugiej jest legendą Poznania?

Najgorsze jest to, że HCP nie miało żadnego substytucyjnego produktu wobec silników okrętowych. Chociażby takiego, który byłby w stanie zapewnić przynajmniej 30 procent poprzednich przychodów. Były tylko te silniki i nic więcej, co było niezwykle ryzykowne dla HCP. Niestety sprawdził się najgorszy scenariusz i straciliśmy rynek na ten produkt w ciągu jednego roku, nie mając nic w zamian. Przez to tak długo wychodzimy z kryzysu, bo wykreowanie nowego produktu od zera to 3 do 5 lat. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że najgorsze czasy mamy już za sobą. Cegielski znowu zaczyna podpisywać kontrakty i będzie powoli wychodzić na prostą. Pomaga nam w tym nasza marka, silnie kojarzona z solidnością, wysoką wiedzą techniczną, innowacyjnością i wieloletnią stabilnością. Nie próbujemy już walczyć z globalnymi trendami takimi jak ten, który spowodował, że prawie cała produkcja stoczniowa świata jest teraz w Azji. Wręcz odwrotnie, teraz staramy się angażować cały nasz potencjał w nowe szanse i możliwości jakie niesie zmieniające się otoczenie przede wszystkim w obszarze energetyki tak, aby je jak najlepiej wykorzystać.

Właśnie, w najbliższym czasie powinien być rozpisany przetarg na budowę spalarni śmieci w Koninie. Chcecie w nim wystartować.

Chcemy w nim wziąć udział i to jako lider konsorcjum. Jesteśmy liderem, ponieważ to HCP będzie głównym wykonawcą tego przedsięwzięcia, jeśli wygramy przetarg. A mamy naprawdę duże szanse, gdyż poza naszym doświadczeniem w budowaniu złożonych konstrukcji stalowych mamy znakomitych partnerów, którzy już wykonywali takie same projekty. Jest o co powalczyć. Ta spalarnia ma przetwarzać około 100 tysięcy ton odpadów wytwarzając jednocześnie energię elektryczną i ciepło. To się wpisuje w nasze kompetencje w obszarze energetyki a jednocześnie zdobędziemy dodatkowe doświadczenie, które będziemy chcieli wykorzystywać w kolejnych projektach.

Na drugiej stronie przeczytasz, dlaczego nie powiódł się projekt budowy elektrowni na Białorusi

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
hcp, energia elektryczna, stocznie
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Amerykanin
159.205.139.* 2012-01-08 10:56
Narazie jest to nauka biznesu, pozniej jeszcze pare wpadek, i zniszczenie pare firm no i cos tam pozostanie. Tego sie nigdy nie odrobi, ale coz poczac kiedy dyplom dali ale wiedzy nie przekazali, trzeba sie jakos nauczyc. A wiedza kosztuje duzo wiecej od kolorowego papierka.
cegiełka
83.20.202.* 2011-11-04 11:44
Panie Lazurko
wymazanie 165 lat tradycji w 2 lata prezesowania to SUKCES ?