"Cudaczek" idzie na wojnę. O kreatywność dzieci

"Cudaczek" idzie na wojnę. O kreatywność dzieci

Fot. BartCo/iStockphoto

Po co firma z branży reklamowej pojawia się na rynku prasowym z ambitnym, literacko-przyrodniczo-naukowym pismem dla dzieci i jak chce konkurować z dominującymi gazetami poświęconymi bohaterom telewizyjnych kreskówek? Krzysztof Ziomek, współwłaściciel agencji reklamowej Orangeblue, jednocześnie wydawca i redaktor naczelny dwumiesięcznika Cudaczek i Przyjaciele, który w październiku pojawił się w kioskach i salonach prasowych zapewnia: - Jest dla nas miejsce.

Bartłomiej Dwornik, Money.pl: Badania SMG/KRC z ubiegłego roku pokazują, że tylko 7 procent dzieci w wieku 7-14 lat czyta prasę. Jest miejsce na nową gazetę?

Krzysztof Ziomek: Jest, ale trzeba je sobie wywalczyć.

Będzie ciężko.

Bazujemy na relacji rodzic-dziecko. W Cudaczku jest część typowo dla dziecka - kolorowanki czy zagadki, ale są i treści, które mają budować więzi. Przez wspólną zabawę, eksperymenty, wycinanki, gotowanie, tematy do rozmowy o świecie, o emocjach. Pomagamy rodzicom, żeby byli naturalnymi przewodnikami po świecie. Ta wartość powinna dać nam przewagę. W świecie postaci z kreskówek walki nie podejmujemy.

Jednak to świat dominujący. W konfrontacji z gazetami kreskówkowymi, Cudaczek jest postacią anonimową. Nie ma swojej bajki w telewizji, strony w internecie są jeszcze nieznane. Musicie od zera zrobić z niego celebrytę.

Niewątpliwie, podejmujemy partyzancką walkę z silniejszym przeciwnikiem. Ale na zupełnie innym polu. Nie na linii telewizor-hipermarket-gazeta, ale mamo, tato - zróbmy coś razem. Dzieci nie można sprowadzać tylko do roli odbiorców showbiznesu. Są ciekawe świata i to znacznie bardziej niż dorośli.

Rodzice z dziećmi idą do kiosku czy saloniku prasowego. Mają do wyboru coś, co dobrze znają i coś zupełnie nowego. Z reguły wybierają to pierwsze.

fot. Orangeblue

Krzysztof Ziomek
, wydawca i redaktor naczelny "Cudaczek i przyjaciele"

To prawda. Tylko, że nasza strategia jest nieco inna. Środkami, jakimi dysponujemy, staramy się dotrzeć do jak największej grupy odbiorców, a produkt musi sam się obronić. Dlatego obniżamy barierę zakupu. Wystartowaliśmy jako dwumiesięcznik, żeby być z pierwszym numerem jak najdłużej na rynku, a cena pierwszego numeru jest promocyjna. Atutem jest to, że gazeta nie jest zafoliowana, można wziąć ją do ręki, przejrzeć i ocenić. Na reklamę w telewizji nie możemy sobie pozwolić.

Za to na insert do miesięcznika Focus już tak. To dobre miejsce na reklamowanie gazety dla dzieci?

To logiczne działanie. Żeby dziecko nas polubiło, magazyn kupić musi dorosły - rodzic, dziadek. Focus jest naturalnym miejscem, przez które dotrzemy do takiego dorosłego, który jest otwarty na to co dzieje się w świecie i wszechświecie, na ciekawostki i nauki przyrodnicze. Do osób o profilu, który nas interesuje. Tym bardziej, że spora grupa czytelników Focusa ma dzieci.

Marketingowo na pewno wiecie, co robicie. Orangeblue, wydawca pisma, to agencja reklamowa, która - swoją drogą - wybrała się na bardzo nietypowy teren.

Zgadza się, to może się wydawać nietypowe, ale proszę zauważyć, ile rzeczy z doświadczenia agencji reklamowej można w biznesie wydawniczym wykorzystać. Chociaż w wypadku wydawnictwa biznes nie jest na pierwszym miejscu.

Na drugiej stronie przeczytasz, co wspólnego ma
magazyn dla dzieci z misją rodem z TVP

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie