Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Płatności mobline mają następcę. Transakcje palcem lub okiem są już możliwe

Płatności mobline mają następcę. Transakcje palcem lub okiem są już możliwe

Michał Skowronek, dyrektor do spraw rozwoju rynku w regionie <br>Europy Środkowo-Wschodniej w MasterCard Europe Fot. Mastercard
Michał Skowronek, dyrektor do spraw rozwoju rynku w regionie
Europy Środkowo-Wschodniej w MasterCard Europe

Pod względem nowoczesnych rozwiązań w płatnościach bezgotówkowych wyprzedzamy Stany Zjednoczone - największy rynek kart na świecie. O najnowszych pomysłach na sposoby realizowania transakcji, możliwości wprowadzenia w Polsce dodatkowej opłaty za używanie bankomatów i ostrej konkurencji na rynku płatności mobilnych Money.pl rozmawia z Michałem Skowronkiem z Mastercard Europe.

Money.pl: Polski system płatności telefonem BLIK rzucił wyzwanie największym. Już niedługo będzie można tak płacić w ponad 150 tysiącach miejsc. To poważna konkurencja? Jaki jest zasięg systemu płatności telefonem Mastercard?

Michał Skowronek dyrektor do spraw rozwoju rynku w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Mastercard Europe: Na rynku polskim i szerzej w Europie centralnej jesteśmy z naszymi płatnościami mobilnymi już od ponad trzech lat. Karta jest bezpiecznie szyfrowana na karcie SIM w telefonie i za pośrednictwem modułu NFC można płacić w każdym terminalu umożliwiającym płatności zbliżeniowe. Mastercard wdrożył tę metodę płatności w Polsce i w sąsiednich krajach jako pierwszy. Teraz zwiększamy skalę: m.in. w Polsce, w Czechach, na Węgrzech. Płatności zbliżeniowe telefonem to kolejne narzędzie, żeby zwiększać liczbę transakcji bezgotówkowych.

Ale możemy poznać jakąś liczbę na poparcie tej tezy?

W przypadku płatności telefonem NFC jest to już możliwe w ponad 72 procentach, czyli około 288 tysiącach terminali płatniczych w Polsce. I to już teraz. Każdy terminal zbliżeniowy zaakceptuje zbliżeniową płatność telefonem. Jest to standard oferowany przez każdego agenta rozliczeniowego.

Polacy lubią płacić telefonem? Jaka jest liczba transakcji czy użytkowników po tych trzech latach?

Mam kłopot, żeby odpowiedzieć danymi, bo ogranicza mnie wewnętrzna polityka komunikacyjna. Patrzę jednak na te pół miliona Blika i nie spędza mi to snu z powiek. To dobrze, że Blik się rozwija, ponieważ jest to część edukacji Polaków w zakresie płatności telefonem. Polacy nie mają problemu z akceptacją tego typu płatności i każdy uczestnik rynku, który je popularyzuje jest w tym obszarze naszym sojusznikiem.

Zakładam, że przez pewien czas będzie funkcjonować równolegle kilka standardów płatności telefonem, ale ostatecznie dominującym stanie się jeden z nich. Zdecydują o tym konsumenci na podstawie tego, które rozwiązanie będzie prostsze. I o przyszłość naszego rozwiązania się nie obawiam.

Chce pan, niczym dobry trener przed meczem, powiedzieć: Szanujemy konkurencję, ale to my wygramy?

Przy takim rozwoju technologii konkurencja pojawia się z każdej strony. Nie chodzi o obawy, ale bardziej o wiarę, że jesteśmy autorami rozwiązania, które ostatecznie będzie jednak najbardziej popularne, ale dopiero za trzy, cztery lata przekonamy się o tym. Wszystkie inne rozwiązania motywują nas, aby jeszcze bardziej inwestować i wspierać to, co stworzyliśmy.

Kiedy dyskutuje się o przyszłości rynku płatniczego w Europie, czy na świecie, często pokazuje się Polskę jako przykład szybkiego rozwoju. Jak do tego doszło w kraju, gdzie innowacyjność gospodarki nie należy do najwyższych?

Przeskoczyliśmy wszelkiego typu papierowe płatności, jak czeki i przeszliśmy od razu do kart. Z plastiku z paskiem magnetycznym ekspresowo przeskoczyliśmy do chipów i równie szybko zaakceptowaliśmy karty zbliżeniowe. Dla porównania, obecnie największym wyzwaniem na rynku amerykańskim jest przejście od paska magnetycznego do technologii EMV (chip). Pokazuje to różnice w rozwoju technologii w Polsce w odniesieniu do największego rynku "kartowego" na świecie.

Przede wszystkim zawdzięczamy to dużej otwartości Polaków na nowe i wygodne rozwiązania. Po drugie, banki były zdeterminowane, by dywersyfikować ofertę i wyróżniać ją właśnie za pomocą nowych technologii. W pewnym momencie dość szybko okazało się, że instytucje finansowe nie mogą już sobie pozwolić na to, by nie proponować klientom kart zbliżeniowych, bo staną się na rynku outsiderem. Była też bardzo duża współpraca ze strony agentów rozliczeniowych, którzy mocno rozwijali rynek, jeśli chodzi o akceptację. Punkty handlowe też bardzo szybko dostrzegły korzyści w postaci ograniczenia czasu potrzebnego na zamknięcie transakcji. W sklepach wielkopowierzchniowych nie jest to bez znaczenia. Po prostu rozwiązanie, które jako pierwsi zaproponowaliśmy okazało się korzystne dla wszystkich.

Na tyle, że udało się zwiększyć udziały w polskim rynku z 31 procent na początku 2010 roku do prawie 40 procent dziś. Ponoć pięć lat temu publicznie mówiliście o wysokich stawkach opłat, jakie banki płacą za możliwość wydawania kart, by potem podczas negocjacji proponować ogromne rabaty. Tymczasem konkurencja dostosowując się do waszego oficjalnego, wysokiego pułapu, stawała się mniej atrakcyjna.

Banki wybierały naszą ofertę dlatego, że przynosiliśmy lepsze produkty i rozwiązania. Jako pierwsi wprowadziliśmy karty zbliżeniowe i od kilku lat utrzymujemy przewagę w innowacjach. Wykreowaliśmy brand dla płatności zbliżeniowych w Polsce. Często będąc w sklepie widzę, że klient trzyma w ręku kartę konkurencji i mówi, że będzie płacił PayPassem. Od początku wdrażania tej technologii czyniliśmy dużo wysiłków marketingowych i edukacyjnych, aby wytłumaczyć, co to za rozwiązanie i pokazać, że jest bezpieczne. Jeżeli chodzi o politykę związaną z cennikiem, mogę tylko powiedzieć, że każda firma zarządza swoim i nie ma w tym nic dziwnego. Nie chcę szczegółowo tego komentować, ale rzeczywistość wyglądała inaczej. Bank wybiera to, co przynosi większą wartość i co pozwoli odróżnić się od konkurencji.

Na rynku jest kilka możliwych rozwiązań płatności mobilnych. Ale decyzja o kierunku działań leży w gestii rynku. Jak pan prognozuje, czym będziemy płacić w przyszłości?

Technologia zbliżeniowa wystartowała w 2009 roku. Obecnie już 70 procent rynku po stronie wydających i akceptujących karty działa w tej właśnie technologii. Przykładając tę miarę do płacenia telefonem mogę powiedzieć, że ten poziom nasycenia możliwy będzie do osiągnięcia znacznie szybciej, niż w ciągu 6 lat, ponieważ konsumenci są już przyzwyczajeni do płatności zbliżeniowych. Pomocne będą tutaj nowinki takie jak Apple Pay. Ten system sprawia, że można płacić telefonem bez angażowania w to zewnętrznych instytucji finansowych.

Jednocześnie powoduje, że inni producenci telefonów, jak choćby Samsung, muszą na to odpowiedzieć. Facebook też ogłasza, że za pośrednictwem Messengera będzie można przekazywać pieniądze pomiędzy użytkownikami. W obu przypadkach wspólnym elementem jest telefon, który będzie służył do płacenia, a to zbuduje przyzwyczajenia do używania go w wielu różnych celach i przyspieszy rozwój płatności mobilnych.

A kiedy zapłacimy palcem albo okiem? Biometria znajduje już zastosowanie w bankach, ale na razie jeszcze nie do płatności, ale identyfikacji klienta.

Jesteśmy w stanie, wspólnie z partnerami, przygotować wiele rozwiązań biometrycznych. W ubiegłym roku zaprezentowaliśmy pierwszą na świecie kartę, która do autoryzacji płatności wykorzystuje odcisk palca. Na razie jednak jest jeszcze zbyt wcześnie, by przewidywać, jak rozwiązania biometryczne zostaną przyjęte przez konsumentów.

Jak się wydaje, banki w poszukiwaniach recepty na spadające przychody mogą sięgnąć po raz kolejny do kieszeni swoich klientów. Tym razem chodzi o poprawę rentowności sieci bankomatów przez przeniesienie prowizji za skorzystanie z urządzenia na klienta wypłacającego gotówkę. Za projektem ma stać specjalnie powołana do tego celu koalicja w ramach Rady Wydawców Kart Bankomatowych, której jesteście członkiem. Prowizja od wypłat z bankomatów rzeczywiście może wzrosnąć do 3 złotych i zostać przeniesiona na klientów?

Naturalną konsekwencją obniżenia stawek interchange fee (prowizja pobierana przez wydawcę karty od każdej transakcji- red.) jest pokusa szukania tych pieniędzy gdzie indziej. Jest to naturalne. Jeżeli chodzi o część bankomatową, mogę tylko powiedzieć, że znamy sytuację i pracujemy nad rozwiązaniem.

Przed rokiem NBP potwierdził, że pracuje nad możliwością wprowadzenia dodatkowej opłaty (surcharge), którą właściciel bankomatu pobiera już bezpośrednio od posiadacza karty. Po fali oburzenia przedstawiciele Ministerstwa Finansów zdementowali informację, by pracowali nad takim rozwiązaniem. Możliwe, że surcharge pojawi się w Polsce?

Jest to oczywiście jakaś opcja. W USA jest stosowana, ale nie wszystkie złe rozwiązania musimy importować do Polski. Bo tak naprawdę nie jest to dobre dla konsumenta, a to on ostatecznie decyduje, z czego będzie korzystał. Mówiąc teoretycznie – bo przecież nie ma takich pomysłów – jeżeli wprowadzi się podatek za płacenie kartą, to ludzie po prostu nie będą z tego korzystać i wszyscy na tym stracą.

Na drugiej stronie dowiesz się, czy starania Komisji Europejskiej o jeszcze niższe koszty obsługi płatności kartą mają szansę na szybką realizację

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
mastercard, bankomaty, interchange, surchange, michał skowronek
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Herrkumy
31.61.131.* 2015-04-13 15:05
20 lat temu mialem we Francji kartę kredytowa zintegrowana z karta do konta i wypłaty z bankomatów prawie w całej Francji za darmo (w systemie carte bleue) do którego prawie wszystkie banki należały. W bankomacie działała jak debetowa a prz zakupach - kredytowa. W Polsce nie ma takiego produktu - bo za dwie karty - dwie opłaty można sciagnac
P542
77.222.246.* 2015-04-11 16:07
Płatności elektroniczne/zbliżeniowe to bardzo wygodne rozwiązanie i niewątpliwie będą zyskiwać popularność przy wydatnym wsparciu władzy. Dają pełną kontrolę nad delikwentem - gdzie chodzi, gdzie jeździ, co robi, co lubi etc. Bo jeśli delikwent wypłaci z banku wszystkie pieniążki po wypłacie i włoży do szuflady to już nic o nim nie wiadomo i jest poza kontrolą. No i jeszcze jedna rzecz - płacąc kartą w jakiś "magiczny" sposób szybciej się pieniążki wydaje niż sięgając po kolejny banknot do szuflady. Pozdrawiam :).
zx973
5.172.252.* 2015-04-11 11:18
Prowadze dzialalnosc i przyjmuje płatności w gotówce. Dostawca place w gotówce. Mógłbym przyjmować płatności kartą ale wtedy musze dodatkowo płacić za dzierżawę terminala, procent od każdej transakcji. Pieniądze odklientów będę dostawal z kilku dniowym opoznieniem, a płacą dostawca musze ponieść dodatkową opłatę za przelew. Za odroczony termin zaplaty dostawcy podniosa mi ceny. Inne rozwiązanie to ta sama cena i przedpłata ale to mi komplikuje życie. W sumie podnosi mi to koszty o kilkaset zl miesięcznie. Wiec gdzie w tym obrocie bezgotówkowym jest moja korzyść?
--
Komentarz wysłany ze strony mobilnej
http://m.money.pl/
Zobacz więcej komentarzy (31)