Notowania

wietnam
22.08.2015 09:00

Początek polskiego kapitalizmu: Polacy handlowali jajkami, Wietnamczycy obok bluzkami.

- W ten sposób zaczynali dzisiejsi wietnamscy biznesmeni, którzy teraz posiadają centrum handlowe w Wólce Kosowskiej. - mówi Money.pl Ngo Van Tuong, prezes zarządu fundacji Transkultura i Dialog Międzykulturowy.

Podziel się
Dodaj komentarz

- Taki był początek kapitalizmu w Polsce. Polacy stali i handlowali jajkami, Wietnamczycy obok rozkładali metr materiału. Wszystko szło jak świeże bułeczki. W ten sposób zaczynali dzisiejsi wietnamscy biznesmeni, którzy teraz posiadają centrum handlowe w Wólce Kosowskiej - mówi Money.pl Ngo Van Tuong, prezes zarządu fundacji Transkultura i Dialog Międzykulturowy.

Joanna Skrzypiec, Money.pl: Dlaczego właściwie jest pan w Polsce?

Ngo Van Tuong, fundacja Transkultura i Dialog Międzykulturowy: Przyjechałem na studia. Praktycznie początek społeczności wietnamskiej stanowią ci, którzy przyjechali do Polski studiować.

Ale dlaczego nie Francja na przykład?

Bo była umowa pomiędzy Wietnamem, a krajami bloku sowieckiego, czyli bloku bratnich państw socjalistycznych. Umowa dotycząca pomocy gospodarczej - RWPG Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. W jej ramach studenci z Wietnamu wyjeżdżali nie tylko do Polski, także do ZSRR, NRD, Czechosłowacji, Bułgarii, na Węgry, nawet na Kubę.

*Niezły wybór. *

Ale nie dla studentów. Zostałem wylosowany, liczyły się także wyniki egzaminów. Ci, którym poszło lepiej trafiali na przykład do Związku Radzieckiego albo NRD.

*Kierunek polski był dramatem? *

Dla niektórych faktycznie to był dramat, więc starali się pozamieniać. Na moim roku były co najmniej trzy takie osoby. Do tego dochodził fakt, że nie wiedzieliśmy, co będziemy studiować, to było narzucane przez Ministerstwo Edukacji. Dopiero w Polsce okazywało się, że będzie to na przykład górnictwo i hutnictwo. Cała moja dwudziestoosobowa grupa trafiła na kierunki techniczne. Ja, jako człowiek pochodzący z portu, poszedłem na budownictwo okrętowe, ale dowiedziałem się o tym dopiero w Łodzi, na kursie językowym przed rozpoczęciem studiów.

Nie chcieliście po studiach wracać do Wietnamu?

Kończyłem studia w 1990 roku, w Szczecinie. Wtedy wszyscy chcieli zostać w Polsce, to był bardzo ważny okres, dla nas możliwość doświadczenia czegoś nowego. Wielu otwierało oczy, nie tylko Polacy, także Wietnamczycy. Widzieliśmy demonstracje, nie jedynie strajki robotników, także studentów. Wiedzieliśmy, że ten kraj się zmienia, przechodzi transformację, był Okrągły Stół, był Wałęsa. To dlaczego mieliśmy wracać do kraju, który w dalszym ciągu nie wie czym jest demokracja?

I czym się pan zajął po studiach?

Handlowałem, wtedy panowała wolna amerykanka. Wstydziłem się tego zajęcia, więc ze Szczecina jeździłem do Świnoujścia z plecakiem pełnym bluzek. Stawałem na bazarku i w ciągu kilku godzin sprzedawałem wszystko, później wracałem do Szczecina. Sprowadzaniem ubrań z Wietnamu zajmowali się zazwyczaj doktoranci wietnamscy. To były głównie bluzki i wiatrówki. Wszystko szło jak świeże bułeczki. Pamiętam jak jeden z doktorantów też wstydził się handlować w Szczecinie i tutaj stał, w Warszawie, handlował kurtkami. Straży miejskiej nie było, na szczęście, a nawet jak była to i tak nie zwracała uwagi.

Taki był początek kapitalizmu w Polsce - Polacy stali i handlowali jajkami, Wietnamczycy obok rozkładali metr materiału. W ten sposób zaczynali dzisiejsi wietnamscy biznesmeni, którzy teraz posiadają centrum handlowe w Wólce Kosowskiej. Pamięta pani czasy stadionu w Warszawie? Przez prawie dwie dekady Wietnamczycy gromadzili kapitał, który mają dzisiaj. Na początku byli biedni, ale pracowali i oszczędzali. Proszę zauważyć - na wszystkich elitarnych, zamkniętych osiedlach mieszkają Wietnamczycy.

Jest takie jedno, właśnie koło Wólki Kosowskiej. Wjeżdżają tam tylko bardzo drogie samochody.

I to Wietnamczyków trochę gubi, ale może o tym to już innym razem. W każdym razie Wietnamczycy nie bali się - i nie boją - korzystać z tej wolności i tej demokracji. Chociaż wiadomo,dotyczy to tych najobrotniejszych, nie wszyscy są tacy.

Czy to dla władzy w Wietnamie, w latach 90. był problem? Wyjeżdżający studenci, którzy nie chcieli wracać?

Nie. Korzystaliśmy z pomocy krajów socjalistycznych, ale nie byliśmy szczególnie potrzebni we własnym kraju. W tamtych czasach Wietnamczycy mogli już swobodniej otrzymać paszport, mogliśmy więc także ściągać rodziny do Polski. W innych krajach dotyczyło to także robotników, na przykład w Niemczech. Duża grupa wietnamskich robotników została w Niemczech po 1990 roku, tak samo było w krajach Związku Radzieckiego czy Czechosłowacji. Wietnamczycy podróżowali i szukali najlepszego miejsca dla siebie. Wielu studiowało w NRD, a później wybierało Polskę, bo tu można było handlować. Przez ostatnie 15 lat nawet bez oficjalnego pozwolenia na pobyt. To były czasy Stadionu. Teraz już tak nie jest, teraz trzeba wszystko robić legalnie.

Ale nie uwierzę, że wszystko przebiegało tak idealnie.

Zdarzało się, że polscy kupcy przeganiali nas z placu czy bazarku, ale klienci stawali w naszej obronie. Handlarze z Wietnamu czy Rosji przyciągali więcej klientów. Wszędzie tak było i jest, oprócz kilku placów, gdzie Wietnamczycy mają generalny zakaz handlowania. Był taki plac targowy Tomex, w samym centrum Krakowa, jego właściciele nie chcieli wpuszczać Wietnamczyków, ale później zmienili zdanie. Na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie też nie byliśmy mile widziani, ale to nam nie przeszkadzało. Wietnamczycy zbierali się razem i i tak przyciągali swoich klientów nie przejmując się, że nie mogą handlować razem z Polakami.

Ngo Van Tuong z lewej jako współprowadzący demonstrację kupców wietnamskich przeciwko właścicielom hal handlowych w Wólce Kosowskiej. Demonstracja miała miejsce we wrześniu 2008 roku. fot .archiwum prywatne

Ale bywało też tak na bazarku wokół Pałacu Kultury, że jak Polacy nie chcieli handlować, to odsprzedawali swoje szczęki Wietnamczykom. W pewnym momencie polscy handlarze zorientowali się zresztą, że Wietnamczycy przyciągają klientów więc przestali nas tak ostro zwalczać. W ten sposób powstało porozumienie pomiędzy kupcami polskimi i wietnamskimi, zaczęliśmy współistnieć.

Na drugiej stronie przeczytasz, jak wyglądają strajki w Wietnamie

*Jaki był Wietnam, z którego pan wyjeżdżał? I jaki jest teraz? *

To był system, który gnębił tych, którzy potrzebowali więcej wolności, chcieli dyskutować. I teraz jest podobnie. Władza daje do zrozumienia, że możesz zajmować się biznesem pod warunkiem, że trzymasz się z daleka od wolności słowa czy polityki. Cały czas można trafić do więzienia za łamanie tych zasad. Ustrój polityczny Wietnamu jest reżimowy, ale pod kątem ekonomicznym można powiedzieć, że to wolna gospodarka. Wystartowała około 1986 roku, wtedy zaczęły się otwierać prywatne biznesy czy warsztaty, zaczął rozwijać się handel.

1995 rok to początek faktycznych stosunków dyplomatycznych pomiędzy Wietnamem a Ameryką i rzeczywisty początek wolnorynkowej gospodarki w Wietnamie, otwierania się rynku wietnamskiego na zagraniczne inwestycje, światowe. Jednak - to ważne - do końca ta gospodarka wolnorynkowa nie jest. Reżimowa propaganda określa ją jako „wolnorynkowa gospodarka zorientowana socjalistycznie”, cokolwiek to nie znaczy. Zresztą oficjalna nazwa Wietnamu brzmi: Socjalistyczna Republika Wietnamu.

Ile średnio zarabia Wietnamczyk w dużym wietnamskim mieście?

Kilkaset dolarów. Jeśli ktoś ma pracę to może zarabiać na niezłym poziomie, ale dużo ludzi nie ma pracy. I w Wietnamie nie ma żadnego socjalnego zaplecza, trzeba sobie radzić samemu. Nie ma czegoś takiego, że człowiek idzie na bezrobocie i dostaje wsparcie. Nie ma programu walki z bezrobociem. Jak nie masz pracy to stoisz i handlujesz kuponami totolotka czy sprzedajesz pocztówki, czyścisz buty, zbierasz i segregujesz śmieci. Nie dlatego, że dbasz o środowisko, ale dlatego, że masz z tego pieniądze na życie.

Polacy czasem mówią o Wietnamczykach, że są pracowici jak mrówki, że robią wszystko i de facto tak jest. Bo nie dostają pomocy. Na każdym poziomie w Wietnamie trzeba sobie radzić samemu więc jeśli ktoś ma pracę to już jest bardzo dobrze. Proszę zauważyć ważną rzecz - ludzie skupiają się na tym, aby zarobić na życie, na zdobywaniu pieniędzy, a nie na wolności słowa, prawach człowieka czy demokracji. Wynagrodzenie to czasem tylko 150 dolarów, chyba że pracujesz w firmie z kapitałem zagranicznym, ale w fabrykach, dajmy na to produkujących obuwie czy szyjących odzież, to są niewielkie pensje. I ludzie pracują.

*Brak opozycji, reżim jednopartyjny, zerowe szanse na zmiany? *

W Polsce w czasach Solidarności można było strajkować, w Wietnamie władza tak to rozgrywa, że robotnicy strajkują przeciw pracodawcom na przykład w firmach z kapitałem koreańskim czy singapurskim. Chodzi o warunki pracy czy liczbę godzin do przepracowania. Strajki w żadnym stopniu nie są wymierzone we władzę. Klasa średnia w Wietnamie jest bardzo słaba, nie chce tracić tego, co już ma, a inteligencja finansowo uzależniona jest całkiem od rządzących. Może poza kilkoma pisarzami i intelektualistami starającymi się być sumieniem narodu.

Wiele osób porównuje Wietnam do Chin. Komunistyczny system polityczny i wolnorynkowy model gospodarczy.

Tak dokładnie jest. Na przykład Amerykanie inwestują teraz w Wietnamie w fabrykę maszynek Gilette, zresztą nie tylko o tę markę chodzi, różne firmy zagraniczne inwestują w Wietnamie i tworzą miejsca pracy. Paradoksalnie to wolna gospodarka ratuje reżim. To zupełnie inaczej niż w Europie. Gdy wyjeżdżaliśmy na studia nie było niczego, tylko głód był, wprowadzenie zmian poprawiło ludzkie losy i uratowało system, zarówno w Chinach jak i w Wietnamie. Nie ma takiej biedy i ludzie się cieszą. Oczywiście Wietnam to inna skala niż Chiny, Wietnam szybciej mógł wyjść na względną gospodarczą prostą.

Nie wiem na czym więc mogłaby polegać wietnamska droga do demokracji, ale to na pewno nie ścieżka europejska, nie przez strajki czy działanie związków zawodowych, których de facto w Wietnamie nie ma. Opozycja jest słaba, jednostkowa, trafiająca do więzienia. Pod naciskami USA i Unii Europejskiej więźniowie polityczni są po jakimś czasie zwalniani, ale „zachęcani” do wyjazdu z kraju. Mam żal, że polska ambasada w Wietnamie nie zdaje egzaminu, unika takich tematów jak wolność słowa czy prawa człowieka, nie angażuje się w czasie gdy inne kraje - jak Francja, Niemcy, Włochy czy USA - są chętne do interwencji czy wywierania nacisków. Ambasada Polski nie wysyła obserwatorów na procesy polityczne chociaż my jako niezależni działacze i dziennikarze podkreślamy wielką rolę Polski i polskiego papieża w obaleniu bloku sowieckiego. I piszemy o udanej polskiej transformacji będącej wzorem wartym naśladowania.

Pan ma teraz obywatelstwo polskie.

Otrzymałem je od prezydenta. Zrezygnowałem z wietnamskiego, bo prezydent mógł tego ode mnie zażądać i tak się stało.

Rezygnował pan ze smutkiem?

Niekoniecznie, bo wiem przecież, że jestem Wietnamczykiem. W tym czasie działałem w opozycji, byłem w redakcji gazety antyreżimowej i posiadając paszport wietnamski byłem narażony w moim kraju na nieprzyjemności. Teraz jak chcę jechać do Wietnamu muszę ubiegać się o wizę.

Dostaje ją pan bez problemu?

Z opóźnieniami, bo to nie ambasada Wietnamu w Warszawie przyznaje, a odpowiednie ministerstwo w Wietnamie, wydział do spraw Wietnamczyków za granicą. Ostatni raz byłem w kraju cztery lata temu, pojechałem bo moja mama była ciężko chora. Czekałem na wizę dwa miesiące, dostałem, dojechałem i moja mama trzy dni później zmarła. Czekając dzwoniłem do ambasady, żeby dowiedzieć się, co się dzieje, odpowiadali otwarcie, że czekają na decyzję z Wietnamu.

Tagi: wietnam, ludzie, giełda, wiadomości, gospodarka, raport, raporty gospodarcze, porady, manager, najważniejsze, wywiady, czołówki, marketing i zarządzanie
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz