Prezes PGS Software: Polscy programiści zarabiają tyle, co na Ukrainie

Prezes PGS Software: Polscy programiści zarabiają tyle, co na Ukrainie

Na zdj. Wojciech Gurgul, prezes PGS Software<br> Fot. Money.pl/Tomasz Brankiewicz
Na zdj. Wojciech Gurgul, prezes PGS Software

- Ukraińscy i Białoruscy programiści wcale nie zarabiają mniej niż polscy - twierdzi Wojciech Gurgul, prezes PGS Software. Jego zdaniem branża informatyczna nie przeżywa kryzysu, a dobrzy programiści jeszcze bardzo długo będą w cenie i to w każdym rejonie świata. Prezes PGS Software wyjawia, co skopiował od firmy GE i czy zapewniło mu to sukces. Zapewnia także, że 2013 rok będzie równie dobry dla firmy jak poprzednie lata. - Gdybym tak nie myślał, to bym to wszystko sprzedał - żartuje.

Manager.Money.pl: Co druga polska firma, zatrudniająca mniej niż 10 osób, nadal nie ma własnej strony internetowej. To znaczy, że polscy przedsiębiorcy wciąż nie mają świadomości, jak ważny jest dziś internet? Czy może po prostu strony internetowe są ciągle zbyt drogie, a małe firmy mają dużo ważniejszych wydatków?

Wojciech Gurgul, prezes zarządu PGS Software: Po pierwsze, strona internetowa dla dziesięcio osobowej firmy wcale nie jest droga. Po drugie, nie jestem pewien, czy moim zadaniem jest edukowanie przedsiębiorców. Widzę natomiast bardzo wyraźnie, że przyszłość gospodarki, usług czy jakiegokolwiek innego sektora, zależy od stopnia zinformatyzowania. Wyjątkowo dobrze widać to po rozwiązaniach, jakie tworzymy dla naszych klientów skandynawskich, gdzie gospodarka pod względem informatyzacji jest bardzo rozwinięta. Tam właściwie nie ma już innych telefonów niż smartfony, podczas gdy, na przykład, w części uboższych krajów azjatyckich smartfony są ciągle w mniejszości.

Jak ważny to trend, pokazują też statystyki. Tylko z Google Play w 2012 roku, użytkownicy pobrali blisko 30 miliardów aplikacji. Te liczby rosną w niesamowitym tempie, bo w 2011 roku było to 10 miliardów, a w 2012 zaledwie miliard.

Pewnie większość z nich służy do grania, a nie do poszukiwania informacji czy do pracy. Fakt, że jedna osoba czyta maile stojąc na czerwonym świetle, nie oznacza, że każdy tak robi. Natomiast bezspornie w naszym społeczeństwie coraz mniej jest obszarów pozbawionych internetu. Znikają ogłoszenia drobne w gazetach, nie ma już książek telefonicznych...

Nadchodzą więc złote czasy dla takich firm jak PGS Software?

My tworzymy bardzo mało produktów dla końcowego użytkownika. Większość rozwiązań informatycznych jest adresowana do firm. To, co oglądamy w przeglądarkach czy na komórkach, to niewielki fragment, wszystkiego, co istnieje w internecie. Jest jeszcze cała sfera biznesu: komunikacji między firmami, handlu i przygotowania do produkcji, składania zamówień. Gospodarka bez internetu nie istnieje. To dużo ważniejsze niż kwestia, czy pan Staś Kowalski, który ma pralnię, jest w internecie czy nie.

Na zdj. Wojciech Gurgul i Piotr Kaszuwara, fot. Money.pl/Tomasz Brankiewicz

Brzmi to bardzo enigmatycznie. Co Pan ma dokładnie na myśli?

Obszary, w których się poruszamy, są bardzo rozległe. Zrobiliśmy na przykład oprogramowanie dla sieci największych sprzedających kwiaty sklepów internetowych w Europie. Firma nazywa się Euroflorist. Wszystkie ich portale tworzymy my.

Nie jest to zbyt zaskakujące.

Robimy też aplikacje, które służą do obsługi maszyn na liniach produkcyjnych. Robimy wewnętrzne systemy dla niemieckiej firmy, która sprzedaje żywność online. Użytkownik tych systemów nie widzi, ale dzięki nim obsługa klientów jest łatwiejsza i tańsza. Tworzymy dużo rozwiązań intranetowych, przeznaczonych do wewnętrznego użytku przedsiębiorstw. Informatyka jest już absolutnie wszędzie.

Czytaj więcej Zamienił samolot na komórkę. Z nudów Dzięki tej decyzji został specem od start-upów. Na jakiej zasadzie działa PGS Software? Jak robicie te systemy? Podobnie jak Mobica, wypożyczacie programistów innym firmom i zarabiacie głównie na tym?

Trochę tak, trochę nie. Są sytuacje, kiedy klient mówi nam, że potrzebuje kilku programistów na jakiś czas. Wtedy to on dyktuje warunki i kieruje zespołem. Dużo częściej jednak mamy zamówienie na konkretną aplikację. Jeśli dogadamy się co do ceny, to wtedy ustalamy liczbę ludzi, którzy mają brać udział w projekcie i zaczynamy go robić. W większości przypadków jest właśnie tak, że to my decydujemy o technologii, rozwiązaniach, zastosowanych narzędziach. Mówiąc trochę nieładnie, jesteśmy dłużej na rynku, więc niejednokrotnie jesteśmy w tych sprawach rozsądniejsi od klientów. W ciągu ośmiu lat istnienia przepracowaliśmy blisko milion godzin. Zrealizowaliśmy blisko 700 projektów. Szanse, że nasz klient ma większe doświadczenie od nas, są naprawdę mizerne. Dlatego rzadko po prostu wypożyczamy pracowników.

Co zatem dzieje się z tymi prawie dwustoma osobami, kiedy nie ma zleceń?

Problem jest odwrotny. Skąd wziąć pracowników do zleceń, które dopiero nadejdą? Rzadko kiedy się nudzimy.

Nie chce się wierzyć, że jest aż tak dobrze. To co Pan mówi, brzmi jakby kryzysu w branży nie było.

Bo nie ma. Jest tylko czasowa mniejsza chęć do inwestycji informatycznych. Natomiast programistów brakuje na całym świecie. Nie ma miejsca, gdzie byłoby ich wystarczająco.

Dlatego zarobki w tym zawodzie są ciągle wysokie i dlatego też zagraniczne firmy wybierają polskich specjalistów, bo w stosunku do kosztów, oferujemy dobrą jakość?

Polska nie jest jedynym miejscem, gdzie są takie firmy jak nasza. Trzeba nabrać trochę pokory, bo nie jesteśmy ani najwięksi, ani najlepsi. Takie firmy są nawet w Egipcie, na Ukrainie, w Rosji, w Rumunii, na Białorusi.

Za to zarobki są różne. Inne pieniądze trzeba zapłacić programiście z Kijowa, a inne temu z Londynu.

Ukraińscy i Białoruscy programiści wcale nie zarabiają mniej niż polscy. Czasami nawet więcej. Wszystko jednak zależy od tego, w jakiej technologii programują, ile mają lat doświadczenia i co potrafią zrobić.

Czytaj więcej Werbowali na stołówce. Dziś zarabiają miliony - Giełda nam niepotrzebna. Radzimy sobie sami - mówi prezes Techlandu.

Ile więc zarabiają programiści?

Inaczej zarabia informatyk zaraz po studiach, a inaczej ten, który od kilku lat prowadzi projekty. Rzucanie kwotami nie jest dobrym pomysłem.

To ile zarabiają ci najlepsi?

Nawet kilka razy więcej niż poczatkujący programiści. Są to jednak osoby z wieloletnim doświadczeniem, które potrafią zaprojektować duży system, poprowadzić zespół, dopilnować jakości i terminów, współpracować z klientem w obcym języku, wreszcie wziąć odpowiedzialność za finansową stronę projektu. Tym więcej można zarobić, im większą odpowiedzialność ktoś jest w stanie przyjąć. To nie zależy tylko od tego, ile lat już się pracuje w zawodzie, ale również od wielu innych umiejętności. Takich ludzi ciągle jest za mało.

Bez względu na to, nie sądzę, żeby ukraiński informatyk zarabiał choć trochę podobnie, jak angielski.

Ale tyle, co polski - tak. Sądzę, że nie ważne jest ile zarabia programista w Wielkiej Brytanii. Ważniejszy jest jego koszt na rynku. Firmy angielskie ciągle muszą zafakturować dużo, dużo więcej za pracę programisty niż polskie. W Skandynawii to nawet dwa, a nawet trzy razy więcej niż w Polsce. Ta różnica nie wynika tylko z różnicy płac. Istotne są również inne koszty pozapłacowe. Walka jednak wcale nie toczy się o pieniądze, a o dostępność do dobrych ludzi i jakość dostarczanej pracy.

Jakich specjalistów potrzeba najbardziej?

Każdy wykształcony programista ma pracę jak w banku. Nie ma znaczenia specjalizacja. Jeśli jest dobry, to nauczy się tej technologii, której będzie potrzeba.

Czytaj więcej Zrewolucjonizują fundusz. Jeszcze w grudniu Potencjalny szef firmy ujawnia w rozmowie z Money.pl swoje pomysły. Czyli w 2013 roku, PGS Software też zamierza zatrudnić nowych pracowników?

Zatrudniamy cały czas. Odkąd istniejemy. Trudno mi powiedzieć, ile osób zatrudnimy, ale pewnie kilkadziesiąt. Nie umiem teraz powiedzieć, czy będzie to dwadzieścia, czterdzieści czy sześćdziesiąt. Zależy od koniunktury w kolejnych kwartałach.

To duże liczby zważywszy na fakt, że 2013 rok będzie trudny dla polskich firm i kryzys u bram.

My istniejemy trochę poza Polską. Nasz biznes w kraju jest zależny od kursu walut, podatków, kosztów pracy, ale ponad 90 procent produktów sprzedajemy za granicą. Kiedy czytam wiadomości gospodarcze, to bardziej interesują mnie dane z Niemiec, Danii i Wielkiej Brytanii. Informacje z Polski interesują mnie tylko o tyle, że frapuje mnie to, co się tu dzieje. Czasem jest tak, że im gorzej w Polsce, tym lepiej dla eksporterów ze względu na korzystniejszy kurs walut.

Dzięki temu udaje się Państwu z roku na rok zwiększać zyski? W 2011 zysk netto PGS Software wyniósł 4 miliony złotych, a już w 2012 było o 1,6 miliona złotych więcej.

Rośniemy. Druga połowa 2012 roku była trochę płaska. Rośliśmy wolno. Dla nas kryzys jest wtedy, kiedy spółka przestaje rosnąć. Pewnie wielu przedsiębiorców chciałoby mieć taki problem. Mam nadzieję, że i w 2013 roku podtrzymamy trend wzrostowy. Głównie dlatego, że tracimy niewielu starych klientów, a jednocześnie prowadzimy działania marketingowe, które pozwalają pozyskiwać nowych.

Na następnej stronie, czytaj czy PGS Software zwiększy przychody w 2013 roku.

Poprzednia strona
  • 1
  • 2
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Kaszmir35
77.255.98.* 2014-03-05 22:57
koloprog słusznie zauważył, ta firma kiepsko płaci więc nie dziwię się, że dla prezesa zarządu polskie i ukraińskie pensje są porównywalne. Mój brat spędził tam parę miesięcy, ale jak tylko dostał propozycję z SMT Software to przeniósł się w trybie ekspresowym, mimo że wiązało się to z przeprowadzką.
nie licze godzin i lat
89.73.180.* 2013-03-15 19:23
Prawie całą dywidenda idzie do kieszeni właściciela, już raz coś takiego wiedziałem w życiu. Wtedy następuje sprzedaż firmy.
Michał301
31.130.106.* 2013-03-15 17:51
taa..skąd wziąć pracowników..wysłałem cv miesiąc temu, programuję, biegle tworze strony internetowe jak i grafike pod nie. zero odezwu - napisałem do firmy po przez fb - również mimo, że wiadomość odczytali.
Zobacz więcej komentarzy (7)